Komandos Navy Seal opowiada magazynowi "Esquire", o ostatnich chwilach Osamy bin Ladena. Gdy wpadliśmy do pokoju wyglądał na zaskoczonego. Był dużo wyższy od ludzi z oddziału. Przed sobą trzymał żonę. Prawdopodobnie jako tarczę - opisuje żołnierz - informuje "Daily Mail". Miał krótko przyciętą brodę i ogoloną głowę - dodaje.

Reklama

Ruszył w moją stronę. Nie wiedziałem, czy żona ma kamizelkę kuloodporną, ani czy on nie pcha jej w moją stronę, by zostali męczennikami. Do tego w zasięgu jego ręki była broń. Wiedziałem, że muszę trafić go w głowę, by nie miał szans odpalić jakiegoś ładunku wybuchowego -tłumaczy komandos. Strzeliłem mu dwa razy prosto w czoło. Upadł na podłogę, tuż przy łóżku. Wtedy strzeliłem jeszcze raz. Dokładnie w to samo miejsce, co poprzednio - mówi. Pamiętam, że patrzyłem na jego ostatni oddech. Wtedy zastanawiałem się, czy to jest najlepsza, czy najgorsza rzecz, jaką zrobiłem w życiu - dodał.

Mężczyzna opisuje zwłoki bin Ladena. Jego czoło wyglądało okropnie. Mózg wypłynął mu na twarz. Amerykanie nie chcą wiedzieć, jak dokładnie wyglądały jego zwłoki - stwierdza.

Ale to nie koniec akcji komandosów. Rzuciła się na nich żona terrorysty - Amal. Przywiązałem ją do łóżka, a wtedy zorientowałem się, że dwu-trzyletni syn bin Ladena widział, jak zastrzeliłem mu ojca. Nie chciałem robić mu krzywdy, nie jestem dzikusem. Nie podobało mi się, że był tak przerażony. To tylko dziecko, które nie miało nic z tym wszystkim wspólnego. Położyłem go na łóżku przy matce - tłumaczy żołnierz, którego tożsamość pozostaje tajemnicą.