Dwa pociski spadły na Wzgórza Golan po południu, nie powodując zniszczeń. Już wcześniej izraelskie władze wysłały w rejon przy granicy z Syrią więcej czołgów, a na północ kraju przesunięto Żelazną Kopułę - tarczę antyrakietową, sprawdzoną podczas ubiegłorocznej wojny w Strefie Gazy. Izrael nie wyklucza bowiem odwetu za niedzielny atak na bazę w Damaszku zarówno ze strony Syrii jak i libańskiego Hezbollahu.

Reklama

Napięcie udziela się politykom, wojskowym i dziennikarzom, ale nie robi na razie większego wrażenia na turystach, którzy odwiedzają Wzgórza Golan przy granicy z Syrią. Gdybyśmy nie przeczytali w internecie, to nie wiedzielibyśmy, że sytuacja jest napięta. Oczywiście, widzieliśmy i słyszeliśmy tu czołgi i pociski, ale byliśmy już na Wzgórzach Golan i tutaj to normalność - mówi amerykański turysta Alan.

W najlepsze rozkręca się natomiast walka dyplomatyczna. Izrael wysłał już skargę do ONZ w związku z syryjskimi rakietami. Wcześniej to Syria wysłała skargę na Izrael za niedzielny atak na bazę w Damaszku, a dzisiaj Liban zażądał od ONZ, aby potępiła Izrael za naruszenie przez tamtejsze myśliwce libańskiej przestrzeni powietrznej.

Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka twierdzi, że w niedzielnym ataku na bazę wojskową na przedmieściach Damaszku zginęły co najmniej 42 osoby, a sto innych pozostaje zaginionych. Izrael tłumaczył, że zbombardował bazę, bo znajdowała się tam broń przeznaczona dla libańskiego Hezbollahu.