Reklama
Boeing 777, który rozbił się w sobotę w San Francisco, wyglądał jak wyjęty z hollywoodzkiej produkcji. Górna część kadłuba maszyny została niemal całkowicie spalona. Brakuje też tylnej części samolotu, który się oderwał podczas próby awaryjnego lądowania. Drastyczne sceny nasuwają myśli o setkach zabitych. Tymczasem w tym wypadku, oprócz śmierci dwóch osób, ranne zostały 183 z 307 obecnych na pokładzie osób. Większość odniosła jednak niewielkie obrażenia. Przyczyny katastrofy nie są na razie znane. Służby wykluczyły możliwość zamachu. Tymczasem przedstawiciele Asiana Airlines zaprzeczają wersji o technicznej niesprawności samolotu. Boeing leciał z Seulu w Korei Południowej do San Francisco.
To drugi wypadek boeinga 777 od momentu wprowadzenia go do eksploatacji 18 lat temu. Do poprzedniego wypadku doszło w styczniu 2008 r. podczas lądowania na londyńskim lotnisku Heathrow. Rannych zostało wtedy 47 osób, nikt nie zginął. Podobnie w wyniku upadku boeinga 737 tureckich linii Turkish Airlines na amsterdamskim lotnisku Schiphol w 2009 r. Ze 135 osób na pokładzie zginęło 9. Część pasażerów była w stanie samodzielnie opuścić wrak maszyny, która przy lądowaniu rozpadła się na trzy części. Podobne doświadczenia mają także europejskie airbusy. W 2010 r. poważna awaria silniku przydarzyła się airbusowi A380 australijskie linii Qantas. Wkrótce po starcie z lotniska w Singapurze silnik stanął w płomieniach i się rozpadł. Mimo to pilotom udało się zawrócić na lotnisko i bezpiecznie wylądować. A w zeszłym roku identyczny airbus Emirates Airlines musiał zawrócić do Sydney, gdy chwilę po starcie zapalił się jeden z silników. Na pokładzie było 380 pasażerów. Żaden z nich nie został ranny.
Według szacunków amerykańskiego Biura Bezpieczeństwa Transportu (NTSB), które w ciągu 40 lat zbadało ponad 500 wypadków lotniczych, tylko w 6 proc. wypadków liczba ocalonych jest mniejsza niż 20 proc. Ofiar mogłoby być o wiele więcej, gdyby nie zaawansowane systemy bezpieczeństwa w samolotach. Jak wynika z badań Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA), przyczyną katastrof lotniczych w 80 proc. jest błąd człowieka. Dlatego im bardziej nowoczesny samolot, tym lepiej dla pasażerów. Współczesne maszyny skonstruowane są tak, by kontynuować lot, gdy zepsuje się jeden z silników. Mają też kilka systemów rezerwowych, na wypadek gdyby przystał działać podstawowy. Wszystko to przekłada się na większe bezpieczeństwo.