Filmik najpierw zamieścił dość liberalny portal Beijing News. W błyskawicznym tempie stał się najczęściej wyszukiwanym materiałem w chińskim odpowiedniku Google’a, czyli Baidu.

Do brutalnego zajścia doszło w Wuhai, ważnym mieście w chińskiej prowincji Mongolia Wewnętrzna. Mężczyźni na filmie to członkowie Ludowej Policji Zbrojnej, paramilitarnej organizacji odpowiedzialnej za utrzymanie porządku wewnętrznego i ochronę przeciwpożarową, podległej bezpośrednio Centralnej Komisji Wojskowej, najwyższemu ciału zajmującemu się sprawami wojskowymi.

Reklama

Funkcjonariuszy LPZ poznajemy po oliwkowych mundurach, w przeciwieństwie do niebieskich mundurów zwykłej policji podległej pod Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego.

http://youtu.be/kLEU91i8QTM

Na 15-minutowym filmie widać, jak ustawieni w szeregu młodzi funkcjonariusze są bici i poniżani przez swoich kolegów. Młodsi starają się utrzymać szereg dopóki któryś z nich nie zostanie powalony siłą ciosu, po czym natychmiast podnosi się i wraca na swoje miejsce. Powtarza się to kilkakrotnie. Młodsi funkcjonariusze wytrzymują powalające ich kopniaki, bicie drewnianym kijem, razy wymierzone paskami, walenie głową w ścianę. Pomiędzy torturami funkcjonariusze bez koszul klepią ich po ramieniu, a jeden wyciera chusteczką krew z twarzy kolegi.

W oficjalnym języku członkowie sił zbrojnych nazywani są „najmilszymi” czy „najsympatyczniejszymi”. Pod wpływem filmu chiński Internet zawrzał. Chińczycy, którzy w sieci pozwalają sobie na trochę bardziej otwarte komentarze pod adresem władzy, pisali z oburzeniem: „ten film sprawia, że patrzę na „najmilszych” w zupełnie innym świetle”, podczas gdy inny użytkownik skomentował: „ta grupa chuliganów ma bronić naszych domów i kraju?”. Z drugiej jednak strony niektórzy użytkownicy byli zdania, że praktyki na filmie to tylko przedłużenie normalnego szkolenia i długa tradycja sił zbrojnych. Pomimo tego reakcja ze strony władz była błyskawiczna. Film wkrótce zniknął z sieci, a wraz z nim setki niepochlebnych komentarzy.

Jednocześnie jednak dowództwo strażaków z Wuhai ogłosiło przy pomocy chińskiego Twittera, czyli serwisu Sina Weibo, że zdarzenie miało miejsce prawdopodobnie w czerwcu ubiegłego roku i że odpowiedzialni za okropne traktowanie współtowarzyszy zostali już zawieszeni i oczekują na proces.