Do 9 wzrosła liczba zabitych w szpitalu w mieście Kunduz w Afganistanie.

Reklama

Lekarze Bez Granic wydali oświadczenie, w którym napisali, że atak na ich szpital w Afganistanie nastąpił pół godziny po amerykańskim ostrzale. To zaprzecza podejrzeniom, że to wojska NATO ponoszą odpowiedzialność za śmierć pracowników szpitala Kunduz. O miasto od kilku dni trwają walki sił rządowych z talibami. Rząd w Kabulu wspierają jednostki z USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec.

W nocy na szpital prowadzony przez Lekarzy bez granic spadły bomby. Zginęło 9 osób, a około 30 jest rannych. Szpital został poważnie uszkodzony. W czasie ataku w placówce znajdowało się 105 pacjentów i około 80 pracowników, głównie członków organizacji Lekarze Bez Granic. W oświadczeniu organizacja napisała, że wszystkie strony konfliktu mają dokładne współrzędne placówki.
Zdobycie miasta Kunduz jest największym sukcesem talibów od lat. To pierwsza stolica afgańskiej prowincji, nad którą talibowie przejęli kontrolę od 2001 roku, kiedy utracili władzę. Kunduz, położony na północnym wschodzie kraju jest ważnym węzłem transportowym. Prowincja, której jest stolicą, to jeden z najbardziej niespokojnych regionów w północnym Afganistanie. Trzy jego dystrykty są pod kontrolą talibów.