Premier Benjamin Netanjahu oświadczył, że Izrael w pełni popiera decyzję o wystrzeleniu w piątek nad ranem ponad 50 pocisków samosterujących na bazę lotniczą syryjskich wojsk rządowych Szajrat. Według amerykańskiego wywiadu to z tej bazy wystartował samolot syryjskiego lotnictwa, który we wtorek zrzucił bombę ze śmiercionośnym gazem bojowym sarinem na miejscowość Chan Szajchun, opanowaną przez syryjskich rebeliantów. W ataku zginęło co najmniej 86 osób.
- podkreślił Netanjahu. - dodał.
Podczas trwającego od sześciu lat konfliktu w Syrii Izrael raczej trzymał się z boku i dokonywał sporadycznych ataków z powietrza, gdy czuł się zagrożony, np. z powodu przerzucania przez bojowników libańskiego Hezbollah broni przez granicę.
Władze Izraela twierdzą, że administracja USA poinformowała je o planowanym ataku na syryjską bazę, ale nie jest jasne, czy Izraelczycy przekazali Amerykanom informacje wywiadowcze lub w inny sposób ich wspierali. Minister obrony Izraela Awigdor Lieberman ocenił, że atak stanowił między krajami - dodał.
Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Izraela Jaakow Amidror ocenił, że ta zgodna z potrzebami odpowiedź amerykańska wysyła komunikat, iż USA znowu są zaangażowane w regionie i że Rosja nie ma pełnej swobody w Syrii. - powiedział Amidror dziennikarzom.
- dodał. Według niego USA w ten sposób będą chciały ostrzec wrogie kraje, by uważały na swoje podejście do amerykańskich interesów i działania wobec nich. Pytany o ryzyko odwetu, odparł: .
Amidror wyjaśnił, że Izrael nasiliłby swoje zaangażowanie w Syrii tylko wtedy, gdy przekroczona zostałaby jedna z dwóch czerwonych linii: gdyby oddziałom Hezbollahu przekazano broń strategiczną lub gdyby Wzgórza Golan, gdzie znajduje się granica między Syrią a terenami okupowanymi przez Izrael, stałyby się miejscem, z którego przeprowadzane byłyby ataki.
- wyjaśnił.