Dziennik Gazeta Prawana logo

"Ten szczyt to dla niego rodzaj coming-out party". Dyktator nabrał "apetytu na dyplomację"

5 maja 2018, 20:20
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kim Dzong Un i Mun Dze In
Kim Dzong Un i Mun Dze In/PAP
Prezydent Południa Mun Dze-in triumfuje: jest o krok od historycznego przełomu z Północą. O ile nie powtórzy błędów sprzed lat. 

Spektakl, jaki rozegrał się w ostatni piątek na granicy obu Korei, był starannie wyreżyserowany. Przywódcy Północy i Południa – Kim Dzong Un oraz Mun Dze-in – spotkali się na wyznaczonej w 1953 r. linii demarkacyjnej. Najpierw był uścisk dłoni, potem prawdopodobnie jedyny spontaniczny element przedstawienia: Mun przekroczył symboliczną granicę i stanął na terytorium Północy. Po czym trzymając się za ręce obaj liderzy przeszli na terytorium Południa.

Niespiesznym krokiem zwalisty Najwyższy Przywódca i szczupły prezydent przemierzyli graniczną wioskę Panmundżom do Domu Pokoju, położonego na jej południowym krańcu. Eskortowali ich gwardziści południowokoreańscy – aby nie urazić gościa z Północy ubrani w tradycyjne stroje z wcześniejszych stuleci, a nie współczesne mundury. W pawilonie, w którym obradowano, również roiło się od symboliki: na ścianie zawieszono obraz przedstawiający górę Kumgang – miejsce symboliczne dla Koreańczyków z obu części półwyspu, krzesła przyozdobiono mapą Półwyspu Koreańskiego obejmującą wyspy Dokdo, do których rości sobie prawa także Japonia (a nic tak nie łączy Koreańczyków, jak niechęć do Tokio). Całości dopełnił owalny stół, którego średnica w miejscu, w którym siedzieli przywódcy, wynosiła dokładnie 2 metry i 18 milimetrów – czytelna aluzja do „roku pamiętnego”.

Tak tylko pytam

– zapowiedział Kim Dzong Un. –– rozpływał się północnokoreański lider. Trudno polemizować ze spektakularnością tego spotkania. Czy ze szczytu w Panmundżon wynika jednak coś poza symboliką? Bilans na dzisiaj to zasadzone wspólnie drzewko i zdjęte przez Seul na początku tego tygodnia głośniki, które przez linię demarkacyjną zalewały strażników z Północy propagandowymi komunikatami Seulu (Północ zresztą odwdzięczała się tym samym, na przemian z bojowymi marszami).

Co do reszty, musimy się uzbroić w cierpliwość. Eksperci oceniają, że od początku tego roku, kiedy to na zimowych igrzyskach olimpijskich zorganizowanych przez Seul sportowcy z obu stron granicy wystąpili wspólnie, a na salony przebojem wkroczyła niepozbawiona uroku siostra Kima, dyktator nabrał „apetytu na dyplomację”. –– oceniał lapidarnie James Kim, szef waszyngtońskiego Asian Institute of Policy Studies. – – dorzucał.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj