Niezależny kandydat Saied uzyskał 18,4 proc., a Karui 15,6 proc. głosów. Komisja wyborcza określa ich jako politycznych outsiderów; żaden z nich nigdy nie pełnił żadnego urzędu.

W wyścigu o prezydenturę pokonali oni m.in. dwóch byłych premierów, byłego prezydenta, a także wiceszefa najsilniejszego ugrupowania w tunezyjskim parlamencie, umiarkowanie islamskiej Partii Odrodzenie, Abdela Fataha Muru - zauważa agencja Associated Press.

Muru uplasował się na trzecim miejscu, uzyskując 12,9 proc. głosów - powiadomił na konferencji prasowej transmitowanej w telewizji przewodniczący komisji wyborczej Nabil Baffun.

Nie podano na razie daty drugiej tury wyborów.

Karui oskarżony jest o pranie pieniędzy i uchylanie się od płacenia podatków. Mimo to prowadził już w sondażach przed wyborami. Pozwolono mu startować, gdyż nie został jeszcze osądzony. Prawnicy Karuiego liczą na uwolnienie swego klienta z aresztu przed drugą turą wyborów.

Jak wskazuje Reuters, wygląda na to, że w osiem lat po wybuchu w Tunezji arabskiej wiosny, która obaliła autorytarne władze, wyborcy mają dość kolejnych rządów, które nie poradziły sobie z problemami kraju postrzeganego przez Zachód jako jedyny, gdzie rewolta społeczna z 2011 roku odniosła sukces.

Niedzielne wybory były drugimi demokratycznymi wyborami prezydenckimi w Tunezji od 2011 roku, kiedy masowe protesty zmusiły przywódcę kraju Zin el-Abidina Ben Alego do ucieczki za granicę. Od tego czasu kraj miał dziewięć rządów.

Po śmierci w lipcu 92-letniego dotychczasowego prezydenta Bedżiego Kaida Essebsiego jego obowiązki przejął na okres trzech miesięcy przewodniczący parlamentu Mohammed Ennasir. Essebsi był pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem Tunezji od obalenia autokraty Ben Alego.