To już nie pesymistyczna wizja, ale przerażająca rzeczywistość, którą potwierdza Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). W Pakistanie brat zaraził się ptasią grypą od brata.

Podczas wybijania chorych kurczaków trzej bracia dostali - jak początkowo podejrzewali lekarze - zapalenia płuc. Chorymi w domu, a potem w szpitalu, opiekował się czwarty z braci, który nie uczestniczył w zabijaniu, a więc nie miał kontaktu z zarażonym drobiem. I podczas gdy pozostali wyzdrowieli, on zmarł 23 listopada. Na ptasią grypę.

Żeby mieć pewność co do diagnozy, eksperci zbadali próbki w dwóch laboratoriach: w Kairze i w Londynie. I ogłosili: śmiercionośny wirus H5N1 rzeczywiście przeniósł się z człowieka na człowieka.

W gruzach legła więc teoria, że choroba nie może się przenosić między ludźmi. Czy grozi nam pandemia ptasiej grypy? "Nie" - uspokaja Światowa Organizacja Zdrowia. "Jeszcze nie" - odpiera część przerażonych badaczy.

Bo pakistański przypadek jest już kolejny - po Wietnamie, Kambodży i Indonezji. Skąd więc spokój ekspertów organizacji? Stąd, że w każdym z tych przypadków zarazki przenosiły się tylko raz. "Chodzi więc o przekazanie wirusa z człowieka do człowieka, ale o ograniczonym zasięgu" - uspokaja rzecznik WHO John Rainford.

Od roku 2003 na całym świecie na ptasią grypę, spośród 343 zgłoszonych infekcji, zmarło 211 osób.