Dziecięca twórczość nosi wyraźne ślady programów telewizyjnych. I nic dziwnego, skoro w rosyjskiej telewizji prezydent jest motywem przewodnim według znanego z sowieckich czasów schematu: cały czas przywódca, a w przerwie 10 min na pogodę. Na obrazkach maluchów Putin steruje samolotem, skacze ze spadochronem, eksploruje kosmos jako kosmonauta, zabija szpiega wrogiego państwa albo po prostu przemawia. Nierzadko pojawiają się też bardziej osobiste motywy: Władimir Putin wyznaje w domowym zaciszu miłość swojej żonie Ludmile, spaceruje z ukochanym labradorem Koni albo myje zęby nad - co ciekawe - złotą umywalką.

Inaugurując w Wigilię Rok Rodziny, odchodzący w marcu z Kremla Władimir Putin zalecił urzędnikom zadbanie o odnowienie wartości rodzinnych i zapowiedział wprowadzenie nowych zasiłków dla młodych rodziców. To noworoczny prezent dla jego pomazańca Miedwiediewa, który zamierza w kampanii wyborczej odwoływać się właśnie do prorodzinnych haseł i obiecuje każdej rodzinie zmiany na lepsze. Największą troską Kremla, walczącego z malejącą liczbą ludności w kraju, są dzieci.

Ponadto, pod opiekuńczymi skrzydłami starszych kolegów - głównie studentów - z prokremlowskiego Ruchu Naszych kilka tygodni temu powstała w Rosji nowa organizacja dla dzieciaków - Miszek. Gorliwi prokremlowscy działacze postanowili od razu wziąć w obroty putinowskie pokolenie, które kończy w tym roku pierwszą klasę podstawówki. Liderzy organizacji zapewniają, że nie chodzi im o wciąganie dzieci do polityki, a o promowanie patriotycznych postaw. Komentatorzy dostrzegają jednak drugie dno tej inicjatywy.

"Wciąganie dzieci do polityki to cecha totalitaryzmów" - alarmuje w rozmowie z DZIENNIKIEM publicystka Julia Łatynina, nie bojąc się porównania z radzieckimi pionierami czy niemiecką Hitlerjugend. "Gdy 18-latek zapisuje się do Naszych, aby dostać bezpłatną komórkę i staż w Gazpromie, to jego prywatna sprawa. Ale cyniczne tworzenie politycznych organizacji dla dzieci powinno być karane" - przekonuje.