"Zabijaliśmy dziecko, jego serce kroiliśmy na kawałki, a potem zjadaliśmy je. To była ofiara dla Szatana" - tak Blahyi opowiada dziennikarzom o tym, co jego oddziały robiły podczas wojny domowej w Liberii.
Jednak ten zbrodniarz, ktory na sumieniu ma ponad 20 tysięcy ludzi, może ujść sprawiedliwości. Nowe liberyjskie władze wcale nie chcą rozliczać przeszłości generała i jego siepaczy. Powołały tylko komisję pojednawczą, ktora ma zebrać wszystkie zeznania o wojnie domowej. Nie będzie więc żadnych procesów o ludobójstwo. Każdy zbrodniarz może spokojnie wrócić więc do Liberii, opowiedzieć o tym, co jego oddziały robiły w czasie walk, a potem żyć sobie spokojnie
Wojna w Liberii wybuchła w 1979 roku. Trwała aż do 2003 roku, gdy wreszcie udało się wygnać dyktatora Charlesa Taylora i przeprowadzić demokratyczne wybory.
Okazało się jednak, że nowe władze w ogóle nie chcą rozliczyć przeszłości, a większość zbrodniarzy wojennych albo dostała się do parlamentu, albo ma inne, ciepłe państwowe posadki.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.