Mieszkańcy jednego z miasteczek w zachodnich Czechach długo przecierali oczy ze zdumienia. Nie mogli uwierzyć, że wiadukt kolejowy, niedaleko ich miasteczka, nagle zniknął. Okazało się, że ktoś go... ukradł.
Cztery tony stali - oto łup złodziei. Oczywiście nikt niczego nie widział ani nie słyszał. Wiadukt po prostu wyparował w jedną noc.
Na szczęście zuchwały atak złodziei nikomu nie zagraża - wiadukt znajdował się na nieużywanej linii kolejowej. Policja szuka bandytów, choć - jak twierdzi "Herald Sun" - małe są szanse na ich złapanie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl