Dziennik Gazeta Prawana logo

Serbski rząd kontrolował podpalaczy

25 lutego 2008, 02:26
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Serbscy liberałowie oskarżyli rząd Vojislava Kosztunicy, że celowo doprowadził do czwartkowych zamieszek na ulicy ambasad i pozwolił tłumowi na spalenie przedstawicielstwa USA. Partia Liberalno-Demokratyczna (LDP) pokazała zdjęcia mające, jej zdaniem, świadczyć, że policja cały czas śledziła bandy ultranacjonalistów. A to, że nie interweniowała, można interpretować jednoznacznie: otrzymała taki rozkaz z góry - pisze DZIENNIK.

Na sobotniej konferencji członkowie kierownictwa LDP pokazali dziennikarzom zdjęcia, które dowodzą, że policyjni tajniacy na bieżąco informowali przełożonych o ruchach tłumu. Fotografia, zrobiona jakoby na kilka minut przed szturmem amerykańskiej ambasady, przedstawia postawnego mężczyznę trzymającego przy ustach krótkofalówkę i informującego centralę o sytuacji. Mimo to przez kolejną godzinę oddziały prewencyjne nie interweniowały.

"Policja dobiła politycznego targu, zakładającego, że nie będzie reagować" - oświadczył wiceprzewodniczący LDP Nenad Milić. "Nikogo w tym kraju nie obchodziło, że dojdzie do demonstracji i że, niestety, mogą być ofiary w ludziach" - dodał.

W rezultacie czwartkowych zajść, gdy uszkodzono ambasady USA, Chorwacji, Turcji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Bośni i Belgii, zginęła co najmniej jedna osoba, zaś kilkadziesiąt innych zostało rannych. "Rząd jest bezpośrednio odpowiedzialny za doprowadzenie do tych dramatycznych wydarzeń" - mówił członek władz LDP Ivan Andrić.

Analitycy już niemal od samych zajść mówią podobnie: Kosztunica postanowił skanalizować społeczną frustrację po utracie Kosowa i przejść na pozycje radykalne. To on i jego ministrowie publicznie bronili „młodzieży” i jej protestów przeciwko „pogwałceniu prawa międzynarodowego".

"To oczywiste, że rząd ponosi odpowiedzialność: najpierw tygodniami bombardował Serbów antyzachodnią propagandą, a w czwartek po prostu zwinął policję z ulic" - mówi DZIENNIKOWI Dejan Anastasijević, komentator polityczny tygodnika "Vreme".

Według Anastasijevicia belgradzkie zamieszki podsyciły wewnątrzserbskie podziały, również w rządzie. Gabinet Kosztunicy współtworzy Partia Demokratyczna prezydenta Borisa Tadicia, która jednoznacznie potępiła zamieszki - w przeciwieństwie do partii premiera, która pośrednio usprawiedliwiła sprawców. "Nie mam większych wątpliwości, że konfrontacja demokratów i umiarkowanych nacjonalistów w rządzie skończy się przyspieszonymi wyborami" - twierdzi analityk.

Eksperci rozważają jeszcze jeden, jak się dotychczas wydawało nieprawdopodobny, wariant rozwoju sytuacji. Kosztunica patrzy coraz przychylniejszym okiem na radykałów - partię, której lider Vojislav Szeszelj przebywa w areszcie w Hadze oskarżony o podjudzanie do zbrodni wojennych. W czwartek tuż przed rozpoczęciem zamieszek, na narodowym wiecu, który zgromadził 200 - 300 tys. ludzi, premier występował ramię w ramię z czołowym politykiem partii radykalnej - Tomislavem Nikoliciem. Wyglądali i przemawiali jak przyszli koalicjanci.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Mariusz Janik
Mariusz Janik

Dziennikarz, fot. Materiały prasowe

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj