To niepokojące, że lewicowi ekstremiści zdecydowanie wkalkulowują w swoją strategię nie tylko szkody materialne, ale z czasem akceptują również ataki na inne osoby - oceniła cytowana przez agencję dpa rzeczniczka prasowa władz bezpieczeństwa saksońskiego rządu Patricia Vernold.

Reklama

Dodała, że skala wydarzeń w Lipsku pokazała również, jak łatwo anarchistom udało się zmobilizować duże grupy ludzi. W zajściach brało udział do 500 osób. Podczas demonstracji w czwartek, piątek i sobotę atakowano policję. Zamaskowani sprawcy rzucali w funkcjonariuszy kamieniami, butelkami i petardami - relacjonuje dpa.

Jedenastu policjantów zostało lekko rannych. Protestujący budowali barykady, palili śmietniki oraz uszkodzili kilka radiowozów i innych samochodów, a policja użyła gazu łzawiącego; kilkanaście osób zatrzymano - wylicza dalej agencja.

Demonstracje odbywały się pod hasłem sprzeciwu wobec gentryfikacji i brakowi dostępnych cenowo mieszkań w Lipsku. Ich bezpośrednią przyczyną była policyjna akcja usunięcia osób nielegalnie zajmujących dwa niezamieszkane wcześniej budynki - informuje Deutsche Welle.

To nie poprzez atakowanie policji i podpalanie barykad tworzymy mieszkania - powiedział w telewizji ARD wywodzący się z socjaldemokratycznej SPD burmistrz miasta Burkhard Jung, potępiając starcia z policją. Dodał, że ta przemoc musi spotkać się z najsurowszą krytyką i nie przyczynia się do rozwiązania problemów mieszkaniowych Lipska.

Według premiera Saksonii Michaela Kretschmera z chadeckiej CDU głównym celem protestujących było doprowadzenie do starć ulicznych z siłami porządkowymi, a za zgromadzeniami stali "lewicowi ekstremiści" - podaje Deutsche Welle.

Wydarzenia w Lipsku spotkały się także z krytyką przedstawicieli partii Zielonych i liberalnej FDP.

W ciągu ostatnich 10 lat w mieście przybyło 100 tys. nowych mieszkańców, a czynsze wzrosły o 42 proc. - przypomina Deutsche Welle zaznaczając, że dyskusjom nad problemem dostępności mieszkań w Lipsku towarzyszą coraz większe emocje.

Minister spraw wewnętrznych Saksonii Roland Woeller zapowiedział podwyższenie minimalnej kary za stosowanie przemocy wobec policjantów z trzech do sześciu miesięcy więzienia