W tekście na łamach waszyngtońskiego dziennika Cordileone zwrócił uwagę na "hiperboliczne" jego zdaniem reakcje dwóch katolickich polityków na teksańskie prawo, prezydenta Joe Bidena i spikerkę Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, którzy ostro potępili ustawę należącą do najbardziej restrykcyjnych w kraju.
- napisał hierarcha.
Abp Cordileone był jednym z głównych orędowników opracowania przez amerykański episkopat dokumentu, który miałby określić, czy w związku z postawą ws. aborcji Biden i inni katoliccy politycy powinni mieć prawo do przyjmowania komunii. Mimo krytyki tych starań - również ze strony Watykanu - metropolita stwierdził, że napominanie prominentnych świeckich należy do obowiązków biskupów. Dodał, że inspirację bierze z przykładu byłego metropolity Nowego Orleanu Josepha Rummela, który w latach 50. wbrew krytyce ostro sprzeciwiał się rasizmowi, ekskomunikując trzech prominentnych katolików, z czego dwóch później się nawróciło.
- pisze Cordileone.
Jak argumentuje, w podobny sposób muszą działać dzisiejsi biskupi wobec aborcji, w którym uczestniczą ci, którzy.
- podkreślił hierarcha.
Teksańska ustawa
Teksańska ustawa aborcyjna weszła w życie w ubiegłą środę, zakazując niemal wszystkich aborcji po wykryciu bicia serca płodu, tj. już w ok. 6 tyg. ciąży. Ustawa ponadto stawia obywateli, a nie organy ścigania, w roli egzekwowania prawa. Za każdy udany pozew sądowy przeciwko osobie pomagającej, obywatel otrzyma nagrodę 10 tys. dolarów. Taki mechanizm miał na celu uniknięcie zablokowania prawa przez sądy, co miało miejsce w przypadku wielu innych prób ograniczeń aborcyjnych przez władze innych stanów.
Władze Teksasu wprowadziły w ten sposób największe dotąd ograniczenia aborcji na terenie USA, wbrew dotychczasowemu stanowi prawnemu wyznaczonemu przez precedensowy wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Roe przeciw Wade. Wyrok ten zalegalizował aborcję, pozwalając na lokalne ograniczanie przerywania ciąży tylko w późniejszym jej okresie. Mimo to, w piątek Sąd Najwyższy, stosunkiem głosów 5-4, odmówił tymczasowego zablokowania ustawy, powołując się na względy proceduralne. Sędziowie nie przesądzili jednak o konstytucjonalności prawa. W reakcji Biden nazwał decyzję sądu "bezprecedensowym atakiem na prawa konstytucyjne kobiet", a samą ustawę "obrazą dla praworządności", i zapowiedział podjęcie kroków, by ominąć stanowe prawo.