powiedział Putin na obradach Klubu Wałdajskiego, międzynarodowego gremium zajmującego się Rosją. Przekonywał jednak, by spojrzeć "na to, co się działo trochę wcześniej" i dodał: .
Dodał następnie:
Przekonywał, że czytał dokumenty archiwalne, które "znalazły się u nas po tym, jak Armia Czerwona przeszła przez Europę", w tym dokumenty niemieckie, polskie i francuskie. oświadczył.
Według Putina można "dowolnie" odnosić do Józefa Stalina, bo "jest za co"; gospodarz Kremla wspomniał w tym miejscu o łagrach i represjach stalinowskich. Niemniej - jego zdaniem - "władze radzieckie realnie walczyły o to, by zapobiec wybuchowi II wojny światowej".
"Niedopuszczalne, by stawiać na równi nazistów i komunistów"
Putin przypomniał o stratach Armii Czerwonej w walce z III Rzeszą i ocenił, że siły zbrojne ZSRR zniszczyły 80 proc. potencjału Wehrmachtu. - oświadczył.
Odnosząc się do władz Rosji Radzieckiej i ZSRR, oświadczył:
Przywódca Rosji od dłuższego czasu wypowiada opinie na temat przyczyn II wojny światowej, prezentując pogląd, że impulsem do jej wybuchu nie był pakt Ribbentrop-Mołotow, a układ monachijski, zawarty we wrześniu 1938 roku. W swoich wystąpieniach na ten temat Putin wypominał także Polsce aneksję Zaolzia dokonaną w wyniku układu monachijskiego. Pomijał w tych wypowiedziach fakt, że aneksja Zaolzia została we współczesnej Polsce publicznie potępiona - uczynił to w 2009 roku ówczesny prezydent Lech Kaczyński.