Nie tylko prezydent Polski ma problemy ze swoją maszyną. Służby ratownicze berlińskiego lotniska Tegel zostały postawione w stan gotowości, kiedy doszło do awarii w samolocie prezydenta Horsta Koehlera. Na szczęście okazało się, że usterka nie była poważna. Zepsuła się jedynie kontrolka na kokpicie i samolot mógł bezpiecznie wylądować.
Niezwykłe poruszenie wywołało na lotnisku Tegel zgłoszenie awarii w samolocie prezydenta Niemiec Horsta Koehlera. W samolocie Bombardier Challenger, którym Koehler wracał do Berlina nie zapaliła się kontrolka sygnalizująca wysunięcie przednich kół.
>>>Naprawiony samolot gonił Lecha Kaczyńskiego
Jeśli koła faktycznie by sie nie wysunęły, groziło to katastrofą przy próbie lądowania. Na szczęście pomogli pracownicy wieży kontroli lotów, ktorzy dali znać pilotom, że wbrew wskazaniom kontrolki przednie koła są wysunięte.
Po ustaleniu, że to lampka jest zepsuta, a nie mechanizm wysuwający koła, samolot mógł bezpiecznie wylądować. Stu strażaków i osób ze służb ratowniczych, którzy stali w gotowości na płycie lotniska odetchnęło z ulgą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|