Dziennik Gazeta Prawana logo

Dramatyczna sytuacja Charkowa. "Wszędzie zniszczone bloki, sklepy. Co chwila słychać eksplozje"

5 czerwca 2022, 09:48
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Charków
<p>Charków</p>/PAP
Charków to drugie co do wielkości miasto na Ukrainie. Od początku rosyjskiej inwazji nieustannie jest celem ataków rosyjskiej armii, skutki bombardowań widać na każdym kroku. Po ponad 100 dniach od rozpoczęcia wojny, Charków jest opustoszały. Choć od niedawna znów działa metro, a mieszkańcy mogą korzystać z niego za darmo, na stacjach praktycznie nie ma pasażerów. Otwarte są niektóre sklepy.

Centrum miasta jest zniszczone. Celami rosyjskich ataków były najważniejsze strategicznie obiekty, takie jak ratusz, siedziba Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, ale także centra kultury, filharmonia, muzea i uniwersytety.

 – mówi PAP Taras, mieszkaniec Charkowa.

Ze względów bezpieczeństwa w centrum miasta nie można robić zdjęć. Na każdym kroku stoją ukraińskie służby, które nie pozwalają dokumentować aktualnego stanu ulic i budynków. „Na początku wojny służby informowały o wszystkim, gdzie spadł pocisk, ile osób zostało rannych, ile czasu potrwa usuwanie strat, ale nie była to dobra strategia, bo w ten sposób przekazywali cenne informacje dla wroga, więc teraz przestali” – tłumaczy inny z mieszkańców.

Najbardziej zniszczona została północna dzielnica Charkowa, Północna Sałtiwka. Przed wojną mieszkało tu około 300 tys. mieszkańców. Obecnie nie ma tam prawie nikogo i nie ma budynku, który nie zostałby zbombardowany.

Rosyjscy żołnierze pojawili się na obwodnicy Północnej Sałtiwki 24 lutego. Dzień później rozpoczęli atak - na ulice wjechały czołgi, trwał ostrzał z powietrza.

Schroniliśmy się w piwnicy i tam siedzieliśmy z sąsiadami przez kilka dni, do czasu, aż nas nasi odbili – opowiadają Iryna i Wołodymyr Plisowie, którzy zabierają mnie do Sałtiwki.

To ich pierwsza wizyta w domu od ewakuacji. Przez trzy miesiące mieszkali u przyjaciół w południowej dzielnicy Charkowa.  – mówi Iryna.  – przyznaje.  – dodaje Wołodymyr.

 – podkreśla Iryna.

Po drodze Iryna pokazuje ostrzelane samochody, stojące nadal na ulicy, powybijane szyby supermarketów i zbombardowane bloki. Dosłownie na każdym z budynków widać znaki prowadzonych walk – Iryna wskazuje ręką na blok, gdzie na wysokości szóstego piętra widać dziurę od uderzenia rakietowego, a obok doszczętnie spalone mieszkanie.

Na każdym z budynków mieszkalnych widać ślady po pociskach rakietowych i artyleryjskich. Na chodnikach leżą powybijane szyby, odłamki rakiet, pozostałości po wybuchach. Ogromne połaci podobnych bloków mieszkalnych pokazują krajobraz po bitwie, która nadal trwa. W oddali słychać co chwila eksplozje. W linii prostej jesteśmy zaledwie 20 kilometrów od frontu.

Na osiedlu jest pusto, prawie nie ma ludzi. Niemal wszyscy wyjechali. Od kilku dni niektórzy mieszkańcy Północnej Sałtiwki zaczynają jednak wracać, by sprawdzić, co pozostało z ich mieszkań. Wśród nich jest Wałerij, który powrócił tu trzy dni temu. Sam, bez rodziny.

 – mówi kiedy rozmawiamy przed blokiem.  – pokazuje duży lej przed wejściem do klatki.  – wspomina.

Wałerij, podobnie jak pozostali mieszkańcy dzielnicy, nie wie, co będzie dalej z ich mieszkaniami.– przyznaje. Podkreśla, że nie spodziewał się, że Rosja napadnie na Ukrainę. W chwili, kiedy rozmawiamy rozbrzmiewa ogromny wybuch. Wałerij przerywa opowieść, zamiera na chwilę, po czym zamyśla się głęboko i mówi krótko: .

"To jest wojna między Putinem i Bidenem, a Ukraińcy są tylko narzędziem"

– upiera się Ołeksij, który dołącza się do naszej rozmowy. Jest emerytowanym żołnierzem jeszcze z czasów ZSRR, chwali się, że dosłużył się kilku gwiazdek.  – przekonuje. Przyznaje bez ogródek, że nie lubi Polaków.  – pyta i podkreśla, że Polacy nie rozumieją wielu rzeczy.

Na opustoszałym i zniszczonym osiedlu pracują kilkuosobowe grupy porządkowe. Wywożą gruz, zamiatają powybijane szyby, wyciągają odłamki pocisków i wyrównują w ziemi dziury po uderzeniach pocisków. Na osiedlu nadal nie ma prądu i gazu, ale jest już woda, tylko na razie nie jest zdatna do picia.

wyjaśnia Żenia, który stoi w sandałach pośród zrujnowanych bloków przed niewielkim paleniskiem zrobionym z kawałka rosyjskiej rakiety. Na tej prowizorycznej kuchence stoi czarny żeliwny czajnik, który Żenia przesuwa patykiem.  – wyjaśnia, kiedy pytam co tu robi.

Żenia mieszka pry ulicy Przyjaźni Narodów, nazwanej tak dla podkreślenia dobrego sąsiedztwa rosyjsko-ukraińskiego. Do Rosji jest stąd zaledwie kilkanaście kilometrów, przed wojną mnóstwo Rosjan przyjeżdżało tu przed wojną na zakupy.

 – mówi Żenia. Pierwsze dni ostrzałów spędził z żoną w piwnicy. wyjaśnia mężczyzna. Zaznacza, że ich mieszkanie ocalało, ale podobnie jak pozostałe, nie nadaje się do użytku. – dodaje.

Z Charkowa Daria Kania 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj