Od początku roku Pjongjang przeprowadził ponad 30 serii wystrzałów, znacznie więcej niż w jakimkolwiek innym roku. Testował zarówno pociski krótkiego zasięgu, jak i międzykontynentalne pociski balistyczne (ICBM) i pociski ziemia-powietrze. Chwalił się też opracowaniem nowego rodzaju silnika rakietowego.

Reklama

Kim Dzong Un chce wypróbować różne platformy startowe i rodzaje pocisków, ale sama liczba wystrzałów jest miarą jego frustracji, że administracja prezydenta USA Joe Bidena nie wydaje się zainteresowana czynieniem ustępstw, by promować dialog – ocenił w rozmowie z PAP ekspert ds. koreańskich Brian Bridges, emerytowany profesor Uniwersytetu Lingnan w Hongkongu.

Jego zdaniem w pierwszych miesiącach 2023 roku napięcia na Półwyspie Koreańskim utrzymają się lub jeszcze nasilą. Jednak jeśli sytuacja gospodarcza Korei Płn. dodatkowo pogorszy się po długiej, mroźnej zimie, Pjongjang może być jednak zainteresowany powrotem do negocjacji – uważa Bridges.

W latach 2018-2019 Korea Płn. prowadziła z USA rokowania dotyczące denuklearyzacji i złagodzenia nałożonych na nią sankcji, ale zakończyły się one fiaskiem. W tym roku Pjongjang zadeklarował, że jego arsenał jądrowy nie będzie już przedmiotem negocjacji. Zaktualizował też swoją doktrynę jądrową, zgodnie z którą może teraz użyć broni nuklearnej jako pierwszy.

Profesor Remco Breuker z Uniwersytetu w Lejdzie ocenia, że Pjongjang odzyskał pewność siebie po przejściu fali pandemii Covid-19 i "pojawia się ponownie w świecie o wiele bardziej nieliberalnym i przyjaznym dla Korei Północnej”. Jego zdaniem prowokacje mają być wstępem do próby uzyskania ustępstw ze strony społeczności międzynarodowej.

Jako że Korea Północna nie dostała jeszcze tego, czego potrzebuje i chce, w tym złagodzenia sankcji, spodziewam się dalszej eskalacji – zaznacza Breuker.

Jego zdaniem Kim chciał również okazać pewność siebie, gdy po raz pierwszy zaprezentował niedawno w oficjalnych mediach jedną ze swoich córek, która towarzyszyła mu podczas próby międzykontynentalnego pocisku balistycznego. Według Breukera miało to sugerować, że "Korea Północna radzi sobie dobrze, a za jakieś 30 lat jego córka pokieruje państwem”.

Reklama

W komentarzach na temat północnokoreańskich prób rakietowych często na pierwszy plan wysuwają się powody polityczne, takie jak chęć zastraszenia Seulu czy Waszyngtonu, ale próby prowadzone są głównie po to, by rzeczywiście przetestować dane uzbrojenie – ocenia w rozmowie z PAP specjalista ds. pocisków balistycznych dr inż. Markus Schiller, który wykłada na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium.

Pociski są maszynami, tak jak karabin, samochód, samolot czy czołg. Wszystkie te rzeczy muszą być opracowane i przetestowane w czasie prac, a także po ich zakończeniu (…) Testy są absolutną koniecznością w rozwoju pocisków, w ich produkcji i używaniu. Każda część wymaga wielu testów na przestrzeni lat – podkreśla Schiller.

Według specjalisty ds. polityki nuklearnej z ośrodka Carnegie Endowment for International Peace Ankita Pandy tegoroczna liczba prób pokazuje, że Pjongjang stał się potęgą rakietową. Korea Północna dosłownie zmienia się w prominentnego operatora sił rakietowych o dużej skali – powiedział CNN Panda.

Czy czeka nas wojna jądrowa?

Jego zdaniem większość pocisków wystrzelono w tym roku nie w ramach testów samego uzbrojenia, lecz ćwiczeń w jego używaniu. Ćwiczą na wypadek wojny jądrowej. To jest moim zdaniem szersza perspektywa w tym roku – dodał Panda.

Według części komentatorów tak duża liczba wystrzeliwanych ostatnio pocisków wskazuje, że mimo zapaści gospodarczej i międzynarodowych sankcji Korea Płn. nie napotyka dużych problemów w swoich zbrojeniach rakietowych. Zdaniem Schillera koszt prowadzonych testów zależy jednak w dużej mierze od tego, jakie wsparcie Korea Płn. otrzymuje z zagranicy.

Wyobraźmy sobie, że jeżdżą luksusowym samochodem ulicami Pjongjangu. Jeśli tylko kupili kilka sztuk i zmienili markę, kosztowałoby to kilkaset tysięcy dolarów i zdecydowanie byłoby w ich zasięgu. Jeśli opracowali samochody samodzielnie, zbudowali fabryki do produkcji seryjnej i cały przemysł dostarczający części, takie jak elektronika, skrzynie biegów czy opony, to kosztowałoby miliardy dolarów. Podstawowym pytaniem jest teraz, w którym miejscu na tej skali możliwości znajduje się Korea Północna – ocenia ekspert.