Dziennik Gazeta Prawana logo

"To jeden z najgorszych scenariuszy. Ale czy powinniśmy się poddać?"

30 czerwca 2023, 16:31
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Gen. Wałerij Załużny
Gen. Walerij Załużny/Telegram
"To nie jest show oglądane przez cały świat, na które można stawiać zakłady. Każdy metr, który zdobywamy, to krew naszych żołnierzy. Dlatego irytuje mnie, gdy słyszę, że kontrofensywa idzie za wolno" - powiedział naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy generał Walerij Załużny w wywiadzie dla "Washington Post".

Aby ukraińska kontrofensywa postępowała szybciej, potrzebujemy więcej broni. Każdej i jak najszybciej. Podczas gdy państwa zachodnie nigdy nie rozpoczęłyby ofensywy bez przewagi w powietrzu, Ukraina wciąż nie otrzymała nowoczesnych myśliwców. Oczekuje się jednak, że szybko odbije okupowane terytoria. A myśliwce F-16, które obiecano ukraińskiemu wojsku niedawno, raczej nie dotrą przed jesienią - powiedział ukraiński dowódca.

Podkreślił, że dowodzone przez niego wojska codziennie posuwają się naprzód - nawet jeśli jest to tylko 500 metrów.

Każdego dnia ginie wielu ludzi. Bardzo wielu"

Załużny powiedział, że często rozmawia z generałem Markiem Milleyem, przewodniczącym Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, który całkowicie popiera go w jego wysiłkach zmierzających do uzyskiwania jak najwięcej uzbrojenia od Zachodu. - Ale to nie Milley decyduje o tym, czy dostaniemy samoloty, czy nie. Chodzi o to, że podczas podejmowania tej decyzji (...) każdego dnia ginie wielu ludzi - bardzo wielu. Tylko dlatego, że żadna decyzja nie została jeszcze podjęta.

Przed rozpoczęciem kontrnatarcia Ukraina otrzymała zachodnie czołgi, w tym niemieckie Leopardy. Załużny przyznał, że kilka z nich zostało już zniszczonych, dodał jednak, że "nie dostaliśmy Leopardów, by jeździć w paradach lub by politycy lub celebryci robili sobie z nimi zdjęcia. Przyjechały tu na wojnę. A Leopard na polu bitwy jest celem".

"Wykonujemy naszą pracę. Czy powinniśmy się poddać?"

Jak twierdzą analitycy, Ukraina nie rozpoczęła jeszcze kontrofensywy na pełną skalę - zauważa "Washington Post". Ukraińskie wojsko wciąż stara się wybadać słabe punkty w rosyjskiej obronie. Załużny wskazuje tu na doktrynę NATO, "podobną do rosyjskiej" - zakładającą, że aby rozpocząć naziemne operacje o dużym zasięgu, należy mieć przewagę w powietrzu.

Liczba samolotów (NATO) stacjonujących w pobliżu naszych zachodnich granic jest dwa razy większa niż liczba rosyjskich samolotów niszczących nasze pozycje. Dlaczego nie możemy użyć przynajmniej jednej trzeciej z nich? - zapytał Załużny, dodając, że rosyjska flota powietrzna ma znacznie lepsze radary i zasięg pocisków, a ukraińskie samoloty nie mogą z nimi konkurować. W rezultacie żołnierze na ziemi są łatwym celem ataków.

Nie potrzebuję 120 samolotów. Nie zamierzam zagrażać całemu światu. Wystarczyłaby bardzo ograniczona liczba. Ale są one potrzebne. (...) To tak, jakbyśmy teraz przeszli do ofensywy z łukami i strzałami - powiedział ukraiński dowódca.

Generał ostrzegł, że jednym z najgorszych scenariuszy, które należy brać pod uwagę, jest groźba użycia przez Putina broni jądrowej. To jednak nie powstrzyma prób odzyskania kontroli nad Zaporoską Elektrownią Jądrową. - Wykonujemy naszą pracę. Otrzymujemy ostrzeżenia: "Bójcie się ataku nuklearnego". Czy powinniśmy się poddać? - pyta generał Załużny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj