Dziennik Gazeta Prawana logo

Przyjaciele Putina. Prezydent Rosji może na nich liczyć w wielu krajach świata, także w Polsce

23 sierpnia 2024, 08:34
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Władimir Putin
Władimir Putin/ShutterStock
Wielu zachodnich polityków i ekspertów wykazuje zaskakującą troskę o to, by Rosji (i jej prezydentowi) nie stała się krzywda. A gdy nie mogą pomóc realnie, to przynajmniej przytulą i pocieszą w kłopotach

"Z wrogami Władimira Putina i kierowanej przezeń Rosji sprawa jest dość prosta: USA, Ukraina, Polska, Wielka Brytania, kraje nadbałtyckie... I tak naprawdę każdy człowiek, któremu bliskie są ideały wolności i demokracji, prawa człowieka oraz zwyczajna przyzwoitość – bo to w pewnym momencie oznacza wejście na kurs kolizyjny z polityką Kremla. Z przyjaciółmi kwestia jest mniej oczywista, a pozory często mylą" - pisze Witold Sokała w artykule "Putin i przyjaciele" w weekendowym Magazynie "Dziennika Gazety Prawnej"

Pierwszy przykład - Chiny

Co prawda, jak pisze Sokała, Xi Jinping roztoczył nad Putinem parasol ochronny, jednak w rzeczywistości okazuje się, że Chiny zinfiltrowały moskiewską elitę władzy, "panoszą się" w dawnych republikach ZSRR czy na Białorus, a także zmusiły Rosję do niekorzystnych umów handlowych. W niedalekiej przysżłości będą pewnie też w stanie zmuszać lokalną rosyjską administrację na Dalekim Wschodzie do podejmowania działań po myśli Pekinu. 

Indie mają podobne podejście

Podobne podejście mają Indie. Z jednej strony Narendra Modi nazwał w Moskwie Władimira Putina przyjacielem, z drugiej strony publicznie krytykował go za ataki na cywilów na Ukrainie, a teraz wybrał się z wizytą do Polski i na Ukrainę. "Mamy więc do czynienia nie tyle z przyjaźnią, ile z cynicznym żerowaniem na rosyjskiej słabości i na kłopotach, w które Putin wpędził swój kraj. Plus, zwłaszcza w przypadku Indii, ze śmiałym i otwartym pogłębianiem współpracy politycznej, ekonomicznej i wojskowo-wywiadowczej z państwami mocno z Rosją skonfliktowanymi" - pisze Sokała.

Pragmatyczny stosunek do Rosji

Tak samo działa Turcja, Azerbejdżan, Wietnam czy Brazylia. Przede wszystkim chcą współpracować z Zachodem, a czasem wykonają gesty pod adresem Rosji, za które zresztą każą sobie słono płacić. Putin nie może także liczyć na przyjaźń Iranu, czy junt wojskowych z Afryki i Ameryki Łacińskiej. One korzystają z rosyjskiej pomocy, bo ta jest tania. Jeśli ktoś zaoferuje wsparcie za mniej, to bez problemu odwrócą się od Moskwy. 

Konkretni przyjaciele Putina

ZUpełnie jednak inaczej wygląda sprawa dotycząca konkretnych polityków, celebrytów czy ekspertów w nawet najbardziej antyputinowskich krajach. Bez problemu realizują oni u siebie propagandę Kremla, by osłabiać morale obywateli, czy skłócić sojuszników. I nawet jeśli sami nie założą jawnie prokremlowskiej partii, to będą głosić rosyjskie hasła w sieci czy w telewizji. Dlaczego to robią? Czy z głupoty czy z zaślepienia czy może za pieniądze? To według Sokały ma znaczenie drugoplanowe. 

Autor uważa, że ważniejsze jest, by rozpoznać, kto jest świadomym agentem wpływu czy dywersanetm od tych, którzy korzystają z wolności słowa. Bo naruszenie tej granicy albo zrujnuje demokrację albo będzie fatalne dla bezpieczeństwa, dlatego służby działają ostrożnie, a "prawdziwi przyjaciele Władimira Władimirowicza hulają sobie zasadniczo bezkarnie".

Putinowscy przyjaciele świetnie się mają w Niemczech

Najlepiej mają się przyjaciele Putina w Niemczech - kontrwywiad jest bowiem bezradny wobec najważniejszych obrońców Rosji, jak choćby były szef niemieckiego wywiadu, August Hanning, współpracownik Gerharda Schroedera, który opowiada, że Nord Stream zniszczył ukraiński wywiad z pomoca Polaków. 

Jak to wygląda w Polsce?

Przyjaciele Putina działają też w Polsce - niektórzy politycy pojawili się choćby z wycieczką na okupowanym Krymie, z kolei inni dziennikarze, eksperci i politycy tak interpretują wydarzenia, by racja Moskwy była zawsze na górze. Sokała apeluje więc, by nie tylko służby się takim ludziom przyjrzały, ale też by inne instytucje - choćby akademickie i medialne - racjonalniej decydowały z kim rozmawiać i kogo zapraszać. Także po to, żeby potem nie było wstydu, jak z niejakim Pablem Gonzalesem" - podsumowuje.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM MAGAZYNIE "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj