Półtora roku temu sąd pierwszej instancji nieprawomocnie skazał oskarżonego na trzy lata więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci. Ma on też zapłacić bliskim ofiary łącznie ok. 200 tys. zł zadośćuczynienia. Prokuratura chciała surowszej kwalifikacji prawnej i pięciu lat więzienia.

Koniec procesu apelacyjnego

We wtorek zakończył się proces apelacyjny. Obrona chce uniewinnienia, ewentualnie obniżenia kary za nieumyślne spowodowanie śmierci, wnioskuje też o obniżenie kwoty zadośćuczynienia. Prokuratura - powrotu do kwalifikacji prawnej z aktu oskarżenia, czyli dotyczącej spowodowania obrażeń, które skutkowały śmiercią. Apelację prokuratury popierają też oskarżyciele posiłkowi – rodzice i siostra zmarłego.

Reklama

Wyrok białostockiego sądu apelacyjnego ma być ogłoszony w czwartek.

Tragiczne skutki kłótni o "pieniądze"

Oskarżony i ofiara dobrze się znali, długo pracowali ze sobą. We wrześniu 2023 roku razem pojechali do lasu w podbiałostockiej wsi Halickie. Jak wyjaśniał w śledztwie i podczas procesu w pierwszej instancji oskarżony (nie było go na rozprawie odwoławczej), znajomy miał mu oddać pieniądze w ramach rozliczeń za zakup samochodu; rzekomo miał je tam zakopane.

Gdy do zwrotu pieniędzy nie doszło, zdenerwowany raz uderzył go pięścią w twarz. Kolega upadł, uderzając głową i plecami o twarde podłoże, doznając m.in. stłuczenia głowy, masywnego krwawienia wewnętrznego i obrzęku mózgu, co doprowadziło do zgonu. Prokuratura zakwalifikowała to jako spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego skutkiem była śmierć. Grozi za to od pięciu lat więzienia do dożywocia.

Reklama

Oskarżony: Uderzyłem raz, on nie upadł

Oskarżony przyznał się do zadania ciosu, ale już nie do spowodowania tak poważnych obrażeń.Uderzyłem go raz. On przy mnie nie upadł i nie uderzył głową, jak opisuje to prokuratura. I nie wiem, czy to się wydarzyło później, czy on zemdlał. Ja go uderzyłem raz, gdy odchodziłem, on żył, nie wiem, jak to się stało – powiedział w trakcie procesu przed sądem okręgowym.

Sąd ten zmienił kwalifikację prawną; nieprawomocnie skazał 38-latka na trzy lata więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci. Powołując się na opinię z zakresu medycyny sądowej ocenił, że po silnym ciosie w twarz późniejsza ofiara upadła, uderzając tyłem głowy najprawdopodobniej o kamień, choć – biorąc pod uwagę charakter obrażeń – nie jest wykluczone, iż mężczyzna nie stracił od razu przytomności i zdołał się podnieść.

Sąd: Nie chodziło o pieniądze, lecz o narkotyki

Sąd okręgowy uznał za niewiarygodną wersję, jakoby chodziło o pieniądze za samochód; przyjął, że chodziło o narkotyki. Odnosząc się do zmiany kwalifikacji prawnej zwrócił uwagę, że padł jeden cios, obaj mężczyźni dobrze się znali i nie ma żadnych dowodów, by oskarżony choćby godził się z tym, że to uderzenie w twarz może przynieść śmiertelny skutek.

Obrońcy argumentują, że padł tylko jeden cios, który nie spowodował poważniejszego urazu twarzy (np. nie było złamań kości), a gdy oskarżony odchodził z miejsca sprzeczki, jego znajomy nie upadł. Przekonują, że w żaden sposób oskarżony nie mógł przewidzieć tragicznego skutku ciosu.

Prokuratura: Można to było przewidzieć

Prokuratura uważa za udowodnione, że po uderzeniu ofiara upadła, a wersję przedstawianą przez adwokatów uważa za linię obrony. Zarzuty i wnioski zawarte w apelacjach obrońców należy uznać za próbę polemiki z ustaleniami sądu – mówiła w mowie końcowej prokurator Katarzyna Gawryluk-Linko.

Oskarżony w szale agresji uderzył pokrzywdzonego na tyle silnie, że ten upadł – powiedziała. Zaznaczyła, że prokuratura nie twierdzi, iż oskarżony chciał uderzyć ze skutkiem śmiertelnym, ale mógł przewidzieć, że do tego może dojść w tej sytuacji.

Apelację prokuratury popierają bliscy ofiary – oskarżyciele posiłkowi. Żal oskarżonego wyrażony w sądzie (okręgowym) był tylko i wyłącznie działaniem w celu obrony – mówiła przed sądem odwoławczym matka zmarłego. Nasza krzywda nie jest do wycenienia żadną kwotą. Dla nas ta śmierć jest czymś traumatycznym, to nie minie, nieważne jaki będzie wyrok – dodała.