Dziennik Gazeta Prawana logo

Czym pachniały święta w PRL-u?

25 grudnia 2009, 17:09
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Dzisiaj Boże Narodzenie to zatłoczone centra handlowe, amerykańskie kolędy i obwieszone światełkami domy. Nic dziwnego, że wiele osób, a zwłaszcza pokolenie dzieci dorastających w PRL-u, z rozrzewnieniem wspomina ich mniej komercyjną wersję. Z czym kojarzą im się tamte święta? A tobie?

"Gdy sięgnę pamięcią wstecz, jeszcze przed '89 rokiem, tak mniej więcej do połowy lat 80., święta po pierwsze: były ze śniegiem, po drugie: czekało się na filmy Disneya, bo te filmy i jakiekolwiek ciekawe pozycje programowe były właśnie na święta" - opowiada a, dziennikarka i prezenterka "Faktów", autorka książki "Pokolenie '89 czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce". "Poza tym - były . W ciągu roku pomarańczy nie było. No i była prawdziwa polędwica. Ja smaku i zapachu tej , którą kroiło się w takie cieniuteńkie, prawie przezroczyste plasterki - nigdy w życiu nie zapomnę" - dodaje.

"Na pewno tamte święta były dla mnie magiczne i lepsze" - tak wspomina święta z roku 89. "Po pierwsze byłem małym chłopcem, to były święta oczekiwane. Wtedy nic nie było, był to moment, kiedy dzieliliśmy się wszystkim, co mamy. Był to niezapomniany czas. Moja mama i dziadkowie, którzy , pomarańcze - wtedy to wszystko miało inny wydźwięk. W tamtych czasach nie byliśmy obsypani tym wszystkim, co teraz jest w zasięgu ręki" - mówi.

Pomarańcze okazały się bezkonkurencyjne, jeśli chodzi o przywoływanie świątecznych wspomnień "dzieci PRL-u". Od nich zaczęła swoją opowieść również dziennikarka .

"Święta pachniały oczywiście kubańskimi pomarańczami. Były lekko zielone i tylko na święta - a więc był to wielki rarytas. A w podstawówkach dostawało się wtedy paczki ze Związku Radzieckiego. Do dzisiaj pamiętam - to były cukierki z orzechami w takich strasznych plastikowych domkach. Jak ja je kochałam! Wysyłali nam je nasi przyjaciele i Wielki Brat ze Wschodu, aby nas przekonać, " - mówi dziennikarka.

"Pamiętam też niezłomną wiarę w Mikołaja i to, że on przychodzi zawsze, kiedy ja śpię. Marzyłam, żeby choć raz się w tym momencie obudzić. Niezależnie od tego, czy to były paczki słodyczy, które rodzice dostawali w pracy, czy pomarańcze, które wtedy lądowały pod choinką, czy chiński piórnik albo gra planszowa. Wszystko było wielkim rarytasem" - dodaje Beata Sadowska.

Okazuje się, że czasem najważniejszy był nie tyle sam prezent, co możliwość spędzenia czasu z bliskimi.

"Gdy byłem małym chłopcem mój ojciec pracował przy budowie linowych kolejek w Alpach" - opowiada aktor, piosenkarz . "Był problem z samolotami i jego powrotem na święta. Pamiętam, że gdy dotarła do mnie wiadomość, że mój ojciec nie przyleci na Wigilię, tylko dopiero w pierwszy dzień świąt. Strasznie to przeżyłem, a w sumie okazało się, że ojciec stanął na głowie i na Wigilię dotarł. To były dla mnie najpiękniejsze święta. Już nie pamiętam, jakie wtedy były prezenty. Największym prezentem było to, że mój ojciec dotarł na Wigilię z daleka, wtedy wydawało mi się, że z drugiego końca świata. To wspomnienie wciąż jest żywe i ciepłe" - dodaje.

, pedagog i psycholog rozwojowy, która na antenie TVN jako "Superniania" uczy rodziców, jak mądrze wychowywać dzieci, także podkreśla, że czas poświęcony dziecku jest najlepszym prezentem, jaki może ono sobie wymarzyć.

"Wielu rodziców dziwi się, że dzieci pisząc listy do świętego Mikołaja piszą: ... To nie są rzeczy materialne przecież. Myślę, że to, co możemy dać naszym dzieciom i będzie dla nich najlepsze, to nasz czas. Bo nie mamy dla nich czasu, dzieci rosną obok. Więc wszystkim życzę na święta dużo czasu dla własnych dzieci".

"A święta w PRL-u to... . Wystane w kolejce przez rodziców. Zebranie się w domu nie było zgromadzeniem wokół telewizora. Pamiętam też , zapach unikalny w tej chwili. Kilka lat temu kupiłam takie pudełko pasty do podłogi i w swoim domu pastuję teraz kawałek żywego drzewa, żeby wydobyć ten zapach i moje dzieci przychodzą i mówią: <tak pachnie czystością>. A dla mnie to zapach domu rodzinnego" - dodaje Dorota Zawadzka.

Mimo całkowitej zmiany świątecznych dekoracji wspomnienia z PRL-u - nieraz absurdalne, innym razem trudne - stały się wartością, z której czerpie generacja opisana przez Beatę Tadlę jako Pokolenie' 89.

"A dzisiaj wszystko jest. Dzisiaj pomarańcze są zawsze wtedy, kiedy mamy na nie ochotę. . Być może te dawne wspomnienia świąt - jak strasznie trzeba było się starać, kombinować, wystać w kolejkach, mama z siatami i koralami PRL-u, czyli papierem toaletowym - pozwalają mojemu pokoleniu szczerze cieszyć się z tego, co mamy obecnie" - mówi Beata Tadla.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj