Tuż przed godz. 15.00 w piątek policja i straż pożarna w Kępnie zostały zawiadomione, że z domu jednorodzinnego w Myjomicach przy ul. Jeżynowej wydobywają się kłęby dymu. Po przyjeździe na miejsce ustalono, że bezoogniowy pożar zaczął się na poddaszu. "Wszystkie znajdujące się tam rzeczy użytkowe zaczęły żarzyć się bez płomienia, wydzielając trujące gazy" - powiedział PAP rzecznik prasowy kępińskiej straży pożarnej st. kpt. Paweł Michalski.

Kobieta i jej 11-letni syn stracili przytomność

W tym czasie w domu było pięć osób: rodzice z trojgiem dzieci w wieku 1, 4 i 11 lat. Mężczyzna wyniósł z domu najmłodsze dzieci, ale kobieta i 11-letni chłopiec stracili przytomność. Z pomocą przyszli strażacy, którzy ich wynieśli. "Okazało się, że chłopiec nie żyje. Po trwającej kilkadziesiąt minut reanimacji 38-letnią matkę przewieziono do kępińskiego szpitala" - powiedział.

Reklama

Rodzice ratowali dzieci

"Jeszcze przed przybyciem strażaków, rodzice ewakuowali z budynku dwoje dzieci (roczne i czteroletnie). Kobieta podjęła próbę uratowania kolejnego, niepełnosprawnego dziecka, znajdującego się na poddaszu. W tym czasie pożar gwałtownie się rozwinął" - powiedział Polsat News mł. asp. Martin Halasz.

Reklama

Trwa ustalanie przyczyn pożaru

"Na miejscu zdarzenia pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Kępnie" - powiedziała rzeczniczka prasowa mł. asp. Anita Wylęga. Dodała, że okoliczności zdarzenia na razie nie są znane. W domu nie było zamontowanych czujek dymu. Jak powiedzieli strażacy: "pożar rozwijał się niezauważony. Wystarczy parę wdechów gazów pożarowych, które mają silne działanie trujące, żeby stracić przytomność".