Dziennik Gazeta Prawana logo

Polskie sześcioraczki z Tylmanowej skończyły siedem lat. O ich narodzinach donosił cały świat. Wiadomo, jak rodzice trafili szóstkę

36 minut temu
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Polskie sześcioraczki z Tylmanowej skończyły siedem lat. O ich narodzinach donosił cały świat. Wiadomo, jak rodzice trafili szóstkę
Polskie sześcioraczki z Tylmanowej skończyły siedem lat. O ich narodzinach donosił cały świat. Wiadomo, jak rodzice trafili szóstkę/Materiały prasowe
O narodzinach dzieci z małej miejscowości niedaleko Nowego Sącza pisały media na całym świecie. Dziś Filip, Tymon, Zosia, Kaja, Malwina i Nela kończą siedem lat. Sześcioraczki z Tylmanowej od pierwszych chwil budziły ogromne emocje — nie tylko dlatego, że taka ciąża zdarza się niezwykle rzadko, ale też przez historię pełną zaskoczeń, wzruszeń i codziennej walki o zdrowie najmłodszych wcześniaków. Ich rodzice od początku podkreślali, że za medialnym zainteresowaniem kryje się po prostu zwyczajne rodzinne życie — tylko pomnożone przez sześć.

20 maja 2019 roku o godzinie 10.08 w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie przyszedł na świat Filip — pierwszy z sześcioraczków z Tylmanowej. Kolejne dzieci rodziły się niemal minuta po minucie. Chwilę później na świecie były już Zosia, Tymon, Nela i Kaja. Kiedy lekarze zajmowali się noworodkami w inkubatorach, okazało się jednak, że to jeszcze nie koniec. Ostatnią niespodzianką była Malwina — szóste dziecko, którego pojawienia się nie spodziewali się ani rodzice, ani medycy.

Taka ciąża zdarza się raz na 4,7 miliarda

Dzieci urodziły się prawie jedenaście tygodni przed terminem, w 29. tygodniu ciąży. Poród odbył się przez cesarskie cięcie. Najmniejszy noworodek ważył 890 gramów, największy około 1300 gramów.

– Taka ciąża zdarza się raz na 4,7 miliarda wszystkich ciąż na świecie, to bardzo rzadki przypadek – mówiła w rozmowie z Gazeta.pl rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Jak podkreślała, lekarze do samego końca byli przekonani, że na świat przyjdą pięcioraczki. Dopiero podczas porodu okazało się, że dzieci jest sześcioro.

„To chyba zmasowane działanie genów”

Tuż po narodzinach dzieci lokalny portal Sadeczanin.info rozmawiał z dziadkiem maluchów, Januszem Kołodziejczykiem. Rodzina od początku próbowała oswoić ogrom emocji i odpowiedzieć sobie na pytanie, jak doszło do tak niezwykłej sytuacji.

– To chyba zmasowane działanie genów. W rodzinie, po stronie mojego taty i po stronie mojej mamy, kilkakrotnie pojawiały się bliźnięta. Tato ma siostry bliźniaczki. Bliźniaki ma też siostra mojej mamy. Może to się wszystko skumulowało, a do tego zięć jest pewnie wyjątkowy i wyszły z tego sześcioraczki – mówił ze śmiechem Janusz Kołodziejczyk.

Rodzice dzieci, Klaudia i Szymon Marcowie, pracują w rodzinnej firmie i mieszkają w domu, w którym od początku było wiadomo, że miejsca dla dzieci nie zabraknie. Dziadek sześcioraczków przyznawał jednak, że obok wielkiej radości pojawiały się także obawy związane z codziennością. – Z jednym dzieckiem jest co robić, a co dopiero z szóstką. Nad tym szczęściem trzeba się napracować – mówił.

Każde jest inne

Pierwsze miesiące życia sześcioraczków były szczególnie trudne. Dzieci przyszły na świat jako wcześniaki, dlatego wymagały specjalistycznej opieki i długiej walki o zdrowie. Gdy maluchy skończyły rok, ich mama opublikowała poruszający wpis w mediach społecznościowych. – Każde z nich rozwija się inaczej, każde napotyka na swojej drodze mniejsze lub niestety większe trudności. Jedno jest pewne — każdy wcześniak to mały wojownik – pisała Klaudia Marzec na Instagramie. Podkreślała również, że pierwszy rok życia dzieci nauczył ją cieszyć się z każdego, nawet najmniejszego postępu.

„Nelka to śmieszek, Tymon jest impulsywny”

Rodzice sześcioraczków wielokrotnie opowiadali o swoim życiu także w mediach. W rozmowie na antenie TVN zdradzali, że z czasem nauczyli się doskonale rozpoznawać potrzeby każdego z dzieci. – Już po płaczu jesteśmy w stanie rozpoznać, które z maluchów jest zdenerwowane, czego oczekuje lub co mu dolega albo czy ma pełnego pampersa – mówił Szymon Marzec.

Klaudia Marzec opowiadała z kolei o charakterach całej szóstki. – Nelka to nasz mały śmieszek, Kaja jest bardzo spokojna, Tymon impulsywny, Zosia lubi skupiać na sobie uwagę, Malwinka jest pieszczochem, a Filip to trochę taki przewodnik całej szóstki – mówiła mama dzieci.

Sześcioraczki mają również starszego brata, Oliwiera, który dziś ma 10 lat. Rodzice wielokrotnie podkreślali, że chłopiec bardzo dobrze odnalazł się w nowej rodzinnej rzeczywistości.

Codzienność razy sześć

Choć życie rodziny od lat budzi zainteresowanie mediów i internautów, Klaudia Marzec często pokazuje w mediach społecznościowych zwyczajne momenty codzienności. Z humorem opowiada między innymi o spacerach z całą gromadką. – U nas ubieranie nie jest problemem, bo maluchy lubią wychodzić na dwór, ale kiedy już wyjdziemy, rzadko się zdarza, żeby wszyscy byli zadowoleni – pisała na Instagramie.

Przez siedem lat dzieci z Tylmanowej stały się jedną z najbardziej rozpoznawalnych rodzin w Polsce. Dziś Filip, Tymon, Zosia, Kaja, Malwina i Nela kończą siedem lat. Z okazji urodzin życzymy im przede wszystkim zdrowia, radości i beztroskiego dzieciństwa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj