"Za rok Marcin wróci do pracy" - mówi "Faktowi" dr Adam Domanasiewicz, chirurg.

Reklama

"Chłopak przeżył prawdziwy koszmar. Poszedł do jednego z nocnych klubów w Krakowie, by się zabawić. Kiedy nie zapłacił za drinka, ochroniarz wpadł w szał. Po kłótni Marcin wybiegł na zewnątrz. Za nim z maczetą w ręku popędził furiat" - czytamy w "Fakcie".

"Media podały, że chłopak stracił jedną rękę. Ale tak na prawdę, omal nie stracił obu. Druga dłoń także został nacięta maczetą. Chłopakowi groziła jej amputacja. Ciężko ranny Marcin helikopterem został przetransportowany do szpitala im. Św. Jadwigi w Trzebnicy (woj. dolnośląskie)" - pisze "Fakt".

Lekarze nie ukrywają, że operacja była bardzo trudna. "Operacja się udała. W obu rękach jest krążenie, pacjent rusza palcami. Czeka go wielomiesięczna rehabilitacja. Po roku powinien jednak wrócić do pracy. Dziś wiadomo, że obie dłonie będą chwytne i pan Marcin będzie mógł pracować. Ale trudno określić, w jakim stopniu będzie w stanie wykonywać czynności precyzyjne" - mówi dr Domanasiewicz.

Ofiara napaści zapowiada, że nie odpuści ochroniarzowi i będzie szukał sprawiedliwości. Ochroniarz, który zaatakował Marcina, siedzi już za kratami i czeka na proces.

p