Dziennik Gazeta Prawana logo

Toksyczne akwarele z Tesco

5 listopada 2007, 23:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Za 2,99 zł można skazać własne dziecko na pobyt w szpitalu, płukanie żołądka i powikłania związane z połknięciem związków ołowiu, chromu i baru. A wszystko przez wprowadzenie na polski rynek przez sieć sklepów Tesco farb akwarelowych wyprodukowanych w Chinach. Tylko uważny klient znajdzie wśród cen małą informację o tym, że farbki zostały wycofane ze sprzedaży - pisze DZIENNIK.

Wadliwy produkt już zniknął z półek hipermarketów, ale nadal w wielu domach i szkołach dzieci jeszcze go używają. Zestawy 16 farbek z pędzelkami kupiło tysiące klientów w całej Polsce. Ilu dokładnie? Tesco twierdzi, że policzyło faktury i partia sprzedanych toksycznych farb przekroczyła 10 tys. szt.

Próżno jednak szukać apeli sieci o zwrot niebezpiecznego produktu na jej stronie internetowej. Za to jest mnóstwo informacji na temat promocji i ekologii.

"Na pewno jest taka informacja w internecie, bo to nakłada na nas prawo. Chciałbym podkreślić, że to nasz dział kontroli wykrył, że skład podany na opakowaniach nie odpowiada rzeczywistości" - próbuje ratować sytuację Przemysław Skory, rzecznik Tesco. Sprawdziliśmy: w sieci informacji o felernych farbkach nie ma.

"W hipermarkecie na Bemowie w Warszawie, gdzie mamy swoje biuro, wisi olbrzymia tablica informująca o możliwości zwrotu farbek do punktu obsługi klienta i o tym, że wypłacamy równowartość" - twierdzi rzecznik Przemysław Skory. Rzeczywiście, tam tablica jest. Ale wczoraj nie było ich choćby w marketach w Rzeszowie i Katowicach. Wśród cen na stoiskach z artykułami papierniczymi wisiały jedynie małe kartki informujące o tym, że Tesco zdecydowało się na wycofanie akwareli. Nie podano jednak, że mogą być one niebezpieczne dla zdrowia dzieci.

"Zapewniam, że wystarczy zgłosić się do punktu obsługi klienta dowolnego marketu, by otrzymać zwrot pieniędzy. Nie mieliśmy doniesień o zatruciach, a nasze działania mają charakter prewencyjny" - tłumaczy Przemysław Skory.

Akwarele to drugi produkt wyprodukowany w Chinach i wycofany w ostatnich tygodniach przez Tesco. 25 września ze sklepowych półek zniknęły zabawki "Mój pierwszy bębenek". Kosztowały 18,99 zł. Zabawka była niesolidnie zmontowana i po upadku na ziemię rozpadała się na drobne elementy. Istniało ryzyko zadławienia się nimi przez dzieci. Sprzedano kilkaset sztuk takich bębenków.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj