Maszyna typu McDonnell Douglas MD-83 wystartowała z Hurghady po południu. Międzylądowanie w Stambule nie było planowane. Ale właśnie w pobliżu Stambułu zaczęły się problemy.

Pasażerowie opowiadają, że raptem poproszono ich, żeby zapięli pasy. Samolot ostro poszedł w dół, z silnika zaczął wydobywać się potężny hałas, a następnie za samolotem zaczęła się ciągnąć smuga ognia. Piloci zorientowali się, że nie wysunęło się podwozie. Być może nawaliła hydrauliczna pompa, a być może zasilanie. Wówczas zdecydowali się na desperacki krok - lądowanie na kadłubie.

W Stambule był już późny wieczór. W ciemnościach maszyna lądowała nie na betonowym pasie, ale na trawie wzdłuż niego. Wszystkie jednostki ratownicze na lotnisku w Stambule były w pogotowiu, ale szczęśliwie nie doszło do pożaru.

Jak powiedział tuż po lądowaniu norweski kapitan samolotu, lądowanie było możliwe tylko dlatego, że było bezchmurne niebo.

Na pokładzie było ponad 160 pasażerów, w tym 155 Polaków.

Jak relacjonuje jedna z pasażerek, najpierw na pokładzie zgasło światło. Nie działała też klimatyzacja, więc zaczęło się robić gorąco. Po drodze samolot wypuścił paliwo. Maszyna lądowała bez podwozia, na kadłubie, już poza pasem startowym, na trawie.

Dodaje, że choć niektórzy z pasażerów byli w lekkim szoku, na pokładzie nie było paniki. Wszystko dlatego, że załoga dopiero w ostatniej chwili poinformowała pasażerów o kłopotach technicznych. "Nie było czasu na panikę" - wspomina pasażerka.

Wiadomo na pewno, że nikt nie zginął ani nie został ranny. Pasażerowie zostali ewakuowani z samolotu i są teraz w poczekalni lotniska. Jak dowiedział się dziennik.pl od przedstawiciela linii AMC Airlines, samolot zastępczy już doleciał do Stambułu.