Zobacz relację telewizji CTV>>>
Władze lotniska i policja przekonują, że Polak zachowywał się agresywnie. "Ten mężczyzna rzucał krzesłami, przewrócił własny wózek z bagażem i strącił na ziemię komputer" - twierdzi dowódca kanadyjskiej żandarmerii. Według policji, 40 letni Robert D. wrzeszczał i uderzał w okna.
Takie zachowanie, ich zdaniem, musiało spowodować ostrą reakcję. Innego zdania są jednak świadkowie zdarzenia. "Może był pijany, a może pod wpływem leków. Jest wiele niejasności" - opowiada Sima Ashrafina, która zarejestrowała interwencję policji na swoim telefonie komórkowym.
Według niej, wbrew temu, co twierdzi policja, Polaka otoczyło nie trzech, a pięciu policjantów. Po co więc używali paralizatora?
"Wiedziałam, że osoba, która nie mówi (po angielsku) i zachowuje się w ten sposób po zamachach z 11 września 2001 roku, będzie mieć kłopoty" - tłumaczy Ashrafina, która próbowała porozumieć się z Polakiem przed interwencją policji.
W środę ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok Roberta D. Policja zaprzecza, by śmierć miała związek z użyciem paralizatora. Tymczasem według lokalnych mediów od 2003 roku aż 15 osób zmarło w Kanadzie w podobnych okolicznościach.