Od zeszłego tygodnia "Dzień dobry TVN" jest dłuższy o godzinę. Program zaczyna się o 8.30 i trwa do 11, a nie, jak wcześniej, do 10. "Zmieniliśmy czas, bo okazało się, że największą widownię mieliśmy dopiero około godz. 10, gdy już kończyliśmy program. W efekcie oddawaliśmy pole <Pytaniu na śniadanie>. To się musiało zmienić" - mówi Remik Maścianica, producent "Dzień dobry TVN".
Efekty tej decyzji? Jak pokazują wskaźniki, program TVN coraz częściej ogląda więcej ludzi niż TVP 2, choć średnią oglądalność w zeszłym tygodniu lepszą miał show "Dwójki" ("Pytanie na śniadanie" - 560 tys. widzów, "Dzień dobry TVN" - 40 tys. mniej). Ale to nie wszystko. Od początku września codzienny magazyn stacji kierowanej przez Piotra Waltera jest lepszy w tzw. grupie komercyjnej, czyli wśród widzów w wieku 16 - 49 lat, najcenniejszych z punktu widzenia reklamodawców, bo dysponujących największymi dochodami.
Dlaczego analiza słupków oglądalności tak bardzo pochłania kierownictwo obu stacji?
"Pasmo poranne było do niedawna przez nadawców niedoceniane. Teraz okazuje się, że dla niektórych reklamodawców widownia, która wtedy zasiada przed telewizorami, jest bardzo atrakcyjna, bo choć nie ma najwyższych dochodów, to kupuje określone produkty. Są to na przykład gospodynie domowe zaopatrujące dom w proszek do prania. Mimo że reklamy o poranku są tańsze, to nadawcy inwestują w to pasmo, wietrząc zarobek" - tłumaczy Maciej Król, analityk rynku mediów z firmy MediaCom Warszawa.
Jego zdaniem o sukcesie TVN przesądziła widownia wydań weekendowych, która przez dwa lata przywiązała się do programu i automatycznie zaakceptowała też wersję nadawaną w tygodniu. Walka o porannego widza jest ostra i "Dwójka" wie, że może ją przegrać. Warto przypomnieć, że jeszcze rok temu była na tym polu monopolistą. Wielkim ciosem dla telewizji publicznej było już przejęcie przez TVN popularnej pary prowadzących: Doroty Wellman i Marcina Prokopa. Remik Maścianica uważa, że telewizja publiczna nerwowo zareagowała na to i zaczyna kopiować pomysły wykorzystane w "Dzień dobry TVN".
Powstał nawet raport, w którym udokumentowano podobieństwa obu programów. Najpoważniejsze zarzuty: do niedawna „Pytanie na śniadanie” było monotematyczne, czyli każdy odcinek poświęcano jednemu problemowi. Ostatnio magazyn zaczął, podobnie jak "Dzień dobry TVN", poruszać różne sprawy. Poza tym "Pytanie na śniadanie", w identyczny sposób jak u konkurencji, zaczyna się od rozmowy prowadzących z prezenterką pogody, a przeglądy prasy robią znani dziennikarze. Zarzuty dotyczą również kopiowania scenografii, infografik czy filmowych zajawek.
"Oczywiście można powiedzieć, że nikt nie jest w stanie zastrzec praw autorskich do takiego programu. Racja. Podobnie jak w przypadku programów newsowych, magazynów sensacji czy reportażowych. No ale przydałoby się trochę swoich pomysłów i ambicji. To, co robi telewizja publiczna, jest irytujące" - Remik Maścianica nie kryje zdenerwowania.
Z Alicją Resich-Modlińską, która w TVP 2 odpowiada za "Pytanie na śniadanie", nie udało się nam skontaktować. Wojciech Pawlak, dyrektor TVP 2, nie chciał się oficjalnie wypowiadać na temat swego porannego programu, ale z góry uznał wszystkie zarzuty TVN za bezzasadne.