"To była scena jak z filmu" - pisze "Gazeta Krakowska". Późnym wieczorem na parkingu Galerii Krakowskiej mężczyzna gubi saszetkę grubą od gotówki i odjeżdża w siną dal. Chwilę później pieniądze znajduje ochroniarz parkingu. Nawet ich nie przelicza. Natychmiast wzywa policję.

Funkcjonariusze wspólnie z ochroniarzem przeliczają gotówkę. 31 300 złotych - tyle pieniędzy leżało na ziemi. Po pół godzinie na parking z piskiem opon wjeżdża spanikowany właściciel. Tłumaczy, że sakiewka wypadła mu, gdy płacił za parkowanie. Skąd miał przy sobie tyle gotówki? To pieniądze zebrane od 40 uczestników sylwestrowej zabawy w Zakopanem - odpowiada.

Właściciel pieniędzy odjeżdża, ochroniarz zostaje na parkingu. Nie dostał nawet złotówki znaleźnego. "Nie przeszło mi nawet przez głowę, by upomnieć się o jakąś nagrodę" - mówi gazecie ochroniarz. Nie ujawnia nazwiska, nie daje sobie zrobić zdjęcia. "Sława mi niepotrzebna. Zrobiłem, co nakazywało sumienie. Może ktoś inny by się zawahał, może by go korciło, by wziąć pieniądze dla siebie. Ja nie miałem takich dylematów" - tłumaczy 50-latek.

Na szczęście to nie koniec historii. Dzień później mężczyzna, który zgubił 31 tysięcy złotych, dzwoni do biura ochrony i... dziękuje. Notatka służbowa trafia w ręce Moniki Paszkowskiej, dyrektorki Galerii Krakowskiej. "Jestem w szoku, że można mieć przy sobie tyle pieniędzy i jeszcze je zgubić" - śmieje się.

Uczciwy ochroniarz może liczyć na nagrodę-niespodziankę - obiecuje dyrektor Paszkowska. "Nie chcemy przeliczać uczciwości na pieniądze, ale zamierzamy docenić takie zachowanie" - dodaje.