O ministerialnym projekcie Karty Nauczyciela pisze "Rzeczpospolita". Dziennik podkreśla, że o pensum - czyli o tygodniowej liczbie godzin, którą nauczyciele muszą spędzać
na uczeniu - ma decydować samorząd. Jeśli okaże się, że w regionie brakuje nauczycieli, a rodzime szkoły wypuszczają niedouczone dzieci, urzędnik z gminy zmusi pedagogów do dłuższej
pracy.
Problem w tym, że nauczyciele dostaną kolejny argument przemawiający za tym, że lepiej zrezygnować z zawodu. Nie dość, że od przyszłego roku rząd chce pozbawić ich możliwości
przechodzenia na wcześniejsze emerytury, to na dodatek zamierza im dołożyć pracy. Ponadto dyplomowani nauczyciele nie są zadowoleni ze skali podwyżek, które im obiecano. Starsi pedagodzy mają
zyskać miesięcznie średnio 381 złotych.
"Rzeczpospolita" przypomina, że wyższe podwyżki dostaną nauczyciele stażyści, bo ich pensje wzrosną o 586 złotych. "Podniesienie zarobków młodym nauczycielom ma
ściągnąć do szkół ludzi ambitnych i zaangażowanych w pracę. W tej chwili najlepsi odchodzą właśnie z powodu niskich zarobków" - mówi gazecie posłanka PO Domicela
Kopaczewska.
Tymczasem związki zawodowe zapowiadają nowe strajki. "Przedstawienie przez MEN projektu zmiany Karty Nauczyciela w praktyce oznacza, że ministerstwo uznało negocjacje za
zakończone" - mówi Sławomir Broniarz, prezes ZNP. "Pomimo wakacji zwieramy szeregi i przygotowujemy się do akcji protestacyjnej. Jeśli rozmowy w ministerstwie nie przyniosą
przełomu, ogłosimy pogotowie strajkowe, a to pierwszy krok do odejścia od tablic" - ostrzega.