Dziennik Gazeta Prawana logo

Zabity paralizatorem Polak nie był agresywny

31 marca 2008, 16:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Robert Dziekański, Polak zabity paralizatorem przez kanadyjską policją na lotnisku w Vancouver, nie był agresywny. Takie wnioski płyną z odtajnionego raportu kanadyjskich służb granicznych. Jak dowiedział się "Wprost" w dokumencie są zeznania osób, które widziały Polaka tuż przed jego śmiercią.

Pracownik lotniska zeznał, że Polak, który przez dobrych kilka godzin nie ruszał się z sali bagażowej lotniska, próbował z nim rozmawiać, niestety, po polsku. Kiedy Kanadyjczyk nie zrozumiał, o co mu chodzi, Dziekański był wyraźnie sfrustrowany.

Zdecydowano wtedy o przeprowadzeniu Polaka do części lotniska dla imigrantów. Jedna z pracownic, która w tym pomagała, twierdzi, że Dziekański był "wyraźnie zmęczony, ale jego zachowanie nie było agresywne czy w inny sposób niepokojące". Polak współpracował z Kanadyjczykami, dostał od nich też wodę - pisze "Wprost".

Także oficer służb imigracyjnych, która rozmawiała z Polakiem, przyznała, że nie zauważyła niczego niepokojącego w jego zachowaniu. Wydawał się on jedynie "zmęczony długą podróżą i roztrzęsiony tym, że nie potrafił się z nikim dogadać. Ta sama oficer, Juliette van Agteren, wyszła nawet do holu, by odszukać matkę Dziekańskiego, ale była ona wtedy w innej części lotniska.

Po jakimś czasie zjawił się Adam Chapin, pogranicznik, który trochę mówił po polsku. To właśnie dzięki niemu zakończono formalności imigracyjne z Polakiem i był on gotów do opuszczenia lotniska. Kanadyjski pogranicznik także stwierdził, że Dziekański był "w tych ostatnich chwilach spokojny i nieagresywny.

Dramat rozegrał się kilka minut później. Polak zaczął nagle rzucać przedmiotami w szklane drzwi. Wtedy kanadyjscy policjanci użyli paralizatorów - Dziekański upadł z krzykiem na ziemię i skonał w konwulsjach.

Dzięki odtajnionemu raportowi okazało się, że jeszcze w trakcie brutalnej akcji policji do Adama Chapina dzwoniła matka Roberta - informuje "Wprost". Pogranicznik poszedł w miejsce, gdzie był Dziekański, by przekazać mu wiadomość od matki. Niestety, było już za późno.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj