Politycy PiS - choć nie mówią tego wprost - traktują "nie dla reformy" jak oręże polityczne w walce z rządem PO - pisze dziennik "Polska".

Reklama

Jutro pod ostrzem krytyki znajdą się dwa kluczowe projekty. Jeden zakładający możliwość przejmowania szkół przez stowarzyszenia rodziców i fundacje. I drugi budzący dziś największe kontrowersje, czyli obniżenie wieku szkolnego do 6 lat.

MEN próbuje złagodzić atak i obiecuje nauczycielom podwyżki - nauczyciel stażysta otrzyma miesięcznie niemal 600 zł więcej.

Prezydent Lech Kaczyński oficjalnie nie opowiada się ani za reformą, ani przeciw niej. Zdaniem prof. Ryszarda Legutki, prezydenckiego ministra do spraw oświatowych, nie ma on jeszcze wyrobionego zdania w sprawie planowanych zmian. "Prezydent jest organizatorem spotkania i jego moderatorem. Wysłucha racji obydwu stron i na koniec zajmie stanowisko" - tłumaczy Legutko.

Ale bliskie Lechowi Kaczyńskiemu opozycja, oświatowe związki zawodowe i organizacje rodziców będą namawiać, go, by zawetował te dwa projekty. A politycy Prawa i Sprawiedliwości wytoczą kolejną armatę - będą alarmować, że rząd PO ma, ich zdaniem, ukryty cel: prywatyzację narodowej oświaty - czytamy w dzienniku.