Dziennik Gazeta Prawana logo

Kaczyński: Strzelali, ale nie bałem się o życie

23 listopada 2008, 20:09
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jeśli się jest prezydentem, to trzeba podejmować ryzyko, ale nie bałem się o życie - zapewniał prezydent Lech Kacvzyński, który już wrócił do Polski. Prezydent nie ma wątpliwości, kto strzelał, gdy jego konwój znalazł się na granicy Gruzji i Osetii Południowej. "Wiem, że to byli Rosjanie, poznałem po okrzykach" - mówi Kaczyński.

Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili zapewnia natomiast, że "nie przeszłoby mu przez myśl narażać polskiego prezydenta". Mówi też, że Lech Kaczyński był "bardzo dzielny" i "bardzo spokojnie podszedł do tej sytuacji".

>>>Sprawdź, jak zdarzenie na granicy Gruzji i Osetii opisuje prezydent Kaczyński

"Bałem się jedynie o życie osoby z mojej najbliższej rodziny, ale ta zmarła" - powiedział prezydent na płycie warszawskiego lotniska Okęcie. Potem szybko odjechał.

>>>Zobacz dramatyczne zdjęcia z Gruzji!

"Nigdy nie przeszłoby mi przez myśl, żeby narazić polskiego prezydenta na jakiekolwiek niebezpieczeństwo" - podkreślił Saakaszwili dopytywany przez polskich dziennikarzy, czy incydent na granicy nie został przypadkiem sprowokowany przez stronę gruzińską.

"Z całą pewnością było to pomyślane jako prowokacja ze strony Rosji" - stwierdził Micheil Saakaszwili. Także Lech Kaczyński nie zgodził się z sugestiami, by incydent nie był wcale przypadkowy. "Rozumiem, że w Polsce nie wszyscy mnie lubią i mają do tego prawo, ale tego typu sugestie są po prostu kłamliwe" - powiedział polski prezydent.

"Oczywiście jest to dowód, że opowiadanie, że tzw. 6-punktowy plan został zrealizowany, nie odpowiada rzeczywistości" - mówił Kaczyński o incydencie w Gruzji. Zaapelował do Unii Europejskiej i NATO, by wyciągnęły z tego wnioski.

"Z tego miejsca do naszych przyjaciół z Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, ale też państw NATO, które do UE nie należą, chciałbym zaapelować o uznanie tego faktu i wyciągnięcie wniosków, zanim nie będzie za późno" - powiedział prezydent.

"Dziś jeszcze za późno nie jest, ale jutro może być" - zaznaczył. "Ogień otworzono na terytorium Gruzji i to na tym terytorium, które przed sierpniem tego roku było kontrolowane przez władze w Tbilisi" - podkreślił Sakaszwili.

"Rosyjscy okupanci stworzyli granicę w środku Gruzji. Chciałem to prezydentowi Polski pokazać, ale przyjęli nas nieprzyjaźnie. To było bardzo brutalne zachowanie, demonstracja faktu, że agresywna działalność Rosji w Gruzji trwa. Widzimy realizację umowy Rosja-Unia" - skomentował Saakaszwili.

"Z przylegającego do Gruzji terytorium Osetii Płd. żadnego ognia nie prowadzono. Tbilisi po raz kolejny przedstawia pragnienia jako rzeczywistość" - oznajmił rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Grigorij Karasin.

Również władze Osetii Południowej zapewniły, że ze strony tej republiki nikt nie strzelał do kolumny samochodowej, w której jechali prezydenci Polski i Gruzji - poinformowała agencja RIA-Nowosti.

Natomiast rosyjskie ministerstwo obrony nazywa całą sprawę prowokacją. "Rosyjscy żołnierze nie otwierali ognia z terytorium Osetii Płd. w stronę Gruzji" - zapewniło.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj