Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie zabijajcie kangurów - mówi Canberra

23 marca 2009, 18:53
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Władze Canberry chcą wystrzelać żyjące w mieście kangury olbrzymie. Tych sięgających dwóch metrów wysokości torbaczy jest podobno w stolicy Australii zbyt dużo, co rzekomo zagraża mieszkańcom. Jednak oni sami w zdecydowanej większości bronią zwierząt.

- W Canberze żyje ich dziś więcej niż kiedykolwiek od czasu zbudowania miasta. Zbyt długo odkładaliśmy tę decyzję - przekonuje premier, zdecydowany zwolennik akcji odstrzału.

Nie da się zaprzeczyć, że , które swobodnie skaczą po miejskich parkach i ulicach, zakłócając ruch samochodów. Jak wykazały najnowsze sondaże, aż Ogólne poruszenie wywołała też niedawna historia Zanim udało się wygonić go z powrotem na dwór, przez kilka minut miotał się po pokoju, demolując meble, poturbował też mieszkańców domu, którzy próbowali go schwytać. - To było przerażające... Moja córka do dziś boi się sama wejść do własnego pokoju - mówiła mediom zszokowana Verity Beaman, właścicielka domu na przedmieściach Canberry. - Jeśli mają przeskakiwać przez płoty i wdzierać się do naszych domów, co innego nam pozostaje niż odstrzał?

nie podziela jednak zdania pani Beaman. Przeciwnie, aż 82 proc. z nich – Większość Australijczyków kocha kangury, symbol naszego kraju. Cała ta sprawa stawia nas w fatalnym świetle - tak ocenia pomysł odstrzału Pat O'Brien, przewodniczący Australijskiego Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Przyrody.

Duża liczba kangurów w stolicy (być może około 100 tys., dokładnej liczby nikt nie jest w stanie podać) wcale nie oznacza, że zwierzęta te mają się dobrze. Obrońcy praw zwierząt alarmują: Takie są skutki suszy trwającej w południowej Australii już od 12 lat. Spragnione i głodne zwierzęta gromadzą się wokół skupisk ludzkich w poszukiwaniu jedzenia.

- Ludzie muszą zrozumieć, że populacja kangurów topnieje, więc coraz częściej będą widzieć, jak po okolicy kręcą się wychudzone zwierzęta - tłumaczy David Croft ze stacji badawczej Fowlers Creek.

Croft nie zaprzecza, że obecność zwierząt w miastach jest problemem, ale proponuje inne rozwiązanie: od czterech lat lobbuje za przeniesieniem kangurów z Canberry w inne miejsce, gdzie nie przeszkadzałyby ludziom. Jednak nie zgadzają się na to władze, które tłumaczą, że taka akcja kosztowałaby miasto 3,5 mln dolarów (8 mln złotych). - Gdyby udało się włączyć do pomocy mieszkańców, sumę tę można by zmniejszyć do 100 tys. dolarów - odpowiada Croft.

W tej chwili jedyną szansą na uratowanie kangurów przed odstrzałem jest mocny sprzeciw opinii publicznej. Rok lat temu wywołało

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj