.
Zawiniły salowe, które podczas kąpieli zdjęły półtoramiesięcznym wtedy chorym maluchom z rączek opaski z nazwiskiem, a potem założyły je innym. .
”. Nikt im nie pomógł, choć wina państwa była bezsprzeczna” - mówi adwokat Maria Wentland-Walkiewicz, która reprezentuje
przed sądem rodziców i trzy córki: Edytę, Katarzynę i Ninę. .
O pomyłce wszystkie trzy zamienione dziewczyny dowiedziały się, gdy miały 18 lat. Zupełnie przypadkiem. . Bliźniaczki po raz pierwszy zobaczyły się w czerwcu 2000 roku. Wykonane pół roku później badania genetyczne potwierdziły, że są siostrami.
Najpierw była ogromna radość z odzyskania nieznanej dotąd siostry, ale także poznania rodziców. . Choć rodzice zdecydowali, że nie będzie powtórnej zamiany, bo dziewczyny są już dorosłe, ich dotychczasowe życie legło w gruzach. " - tłumaczy psychoterapeutka Hanna Palich.
. Wiadomość, że ma siostrę bliźniaczkę, całkowicie zniszczyła jej poczucie tożsamości. W pierwszym momencie starała się nawiązać kontakt z nową, a tak naprawdę biologiczną rodziną. Szybko jednak zrezygnowała i ucięła kontakty ze wszystkimi. . Nie stawia się nawet na rozprawy w sądzie, gdzie rodzice walczą o odszkodowanie za szpitalną zamianę. "Zabarykadowała się w swoim pokoju i nie chce rozmawiać ani z rodzicami, którzy ją wychowywali, ani z nami" - opowiada Andrzej Ofmański, biologiczny ojciec bliźniaczek.
. To wrażliwa, inteligentna dziewczyna i serce mi się kraje, gdy widzę, co się z nią dzieje. Ona potrzebuje psychologa" - mówi adwokat Maria Wentland-Walkiewicz. Miesiąc temu, podczas ostatniej rozprawy, Aleksander Wierzbicki, który wychowywał Edytę, prawie płakał. "Gdyby mieszkała u nas sublokatorka, przynajmniej mówiłaby <dzień dobry>. A ona odnosi się do nas niegrzecznie, wręcz wulgarnie. Ale składam to na karb choroby, bo wcześniej nie była taka” - opowiadał sędziom zdenerwowany.
. Ta elegancka i zgrabna 25-latka z długimi blond włosami rzuciła się w wir pracy, myśli właśnie o drugich studiach. Pytana o zamianę, mówi jednak wprost: wolałabym w ogóle się o tym nie dowiedzieć. A za swoją siostrę uważa nie Edytę, tylko Ninę. Tę, z którą się wychowywała przez długie 18 lat.
Na początku nawet jej się podobało, że znalazła rodzoną siostrę. Była w tym jakaś tajemnica, poczucie inności. Teraz . ”Wszystko potoczyłoby się inaczej, nie mogę się z tym pogodzić i jestem zmęczona. Najchętniej bym się wyprowadziła i zapomniała o wszystkim” - opowiadała w sądzie. Katarzyna skarży się, że rodzice męczą ją pytaniami, dlaczego nie spotyka się ze swoją biologiczną siostrą. "Wszyscy myślą, że bliźniaczki się jednoczą, ja nie czuję takiej potrzeby" - odpowiada.
. Potem się okazało, że nie tylko nie ma żadnej siostry, ale także rodzice nie są jej prawdziwymi rodzicami. Co więcej, ma starszego brata.
Na początku nie chciała się angażować w sprawę. Zadawała sobie tylko pytanie: "czyim dzieckiem jestem?". Ale potem, kiedy do ich domu zaczęła przychodzić Edyta, wolała wyjść. Była oburzona, kiedy Edyta zrobiła drzewo genealogiczne rodziny i wpisała tam swoje imię z nazwiskiem Ofmańska. " - mówi bezradnie Andrzej Ofmański. "Była zazdrosna" - przyznaje Elżbieta Ofmańska.
Nina kilka lat temu wyszła za mąż i urodziła dziecko. I choć jej podobieństwo do biologicznej matki - Haliny Wierzbickiej - rzuca się w oczy: ten sam nos, podobny zarys twarzy - cały czas powtarza, że jej rodzicami są Ofmańscy. Ci, którzy ją wychowywali.
. Kiedy dowiedziała się, że jedna z jej córek wychowywała się w innej rodzinie, doznała szoku. "Nie mogłam spać. Nocami rozmyślałam, a w dzień oglądałam zdjęcia. Miałam dwie córki, a teraz mam trzy. Nie wiedziałam tylko, czy mogę przy Nince pokazywać, jak bardzo się cieszę. Wreszcie powiedziałam jej wprost, że ma drugą siostrę, ale to ona jest naszą kochaną córcią i nic się nie zmieniło" - opowiadała o swojej pierwszej reakcji na niesłychane wiadomości.
Ale . Jeszcze gorsze były komentarze "przyjaciół", którzy dopytywali się o szczegóły zamiany. "Zawsze odpowiadałem, że zauważyć błąd lekarzy było zupełnie niemożliwe. Dziewczynki od urodzenia były nieustannie w szpitalu, do którego nas nie wpuszczano. Można było tylko czasem zerknąć przez szybę, jeżeli akurat jakaś z pielęgniarek zgodziła się podnieść i pokazać dziecko z daleka" - opowiada Andrzej Ofmański. "Zresztą nawet kiedy żona zapytała lekarza, dlaczego bliźniaczki nie są do siebie podobne, usłyszała, że to normalne. Przecież są dwujajowe!' - dodaje.
A mimo to Elżbieta Ofmańska wciąż czuje się winna zamiany. ". Potrafiła znieruchomieć na dwie godziny z czajnikiem w ręku. W końcu zaczęła chodzić do prywatnego psychiatry, który przepisał jej mocne środki antydepresyjne" - mówi mąż.
. Boli ją również, że bliźniaczki nie utrzymują ze sobą kontaktu. "A córki, które wychowywałam, są zazdrosne, gdy mówię o Edycie i martwię się o nią. Ale przecież nie przestałam ich kochać! Marzyłam o wspólnych rodzinnych spotkań, ale Edyta wychodzi z domu, kiedy przychodzimy do państwa Wierzbickich" - opowiada z płaczem w sądzie.
. "Na początku Edyta przychodziła do nas bardzo chętnie. Pojechaliśmy nawet razem na narty, na żagle. Robiła z nami coś, czego wcześniej nie znała, i wydawała się zadowolona. A potem nagle wszystko się urwało" - opowiada ze smutkiem. Ofmański żali się, że wcześniej nie miał z córkami żadnych problemów wychowawczych. "Rozmawialiśmy z dziećmi o wszystkim, nie było żadnych tematów tabu. Było aż za pięknie. A teraz wszyscy stali się nerwowi, obcy" - opowiada.
. "Była naszym oczkiem w głowie, dobrze się uczyła, a teraz tylko mówi, żebyśmy się nie wtrącali" - opowiada w sądzie Halina Wierzbicka.
. Ale ani Ministerstwo Zdrowia, ani wojewoda mazowiecki, któremu podlegał szpital na Niekłańskiej, nie poczuwa się do odpowiedzialności. Żadnej z rodzin nie zaproponowano nawet bezpłatnej porady psychologicznej. Zostali wszyscy całkiem sami ze swoim zrujnowanym życiem. I .
. Pełnomocnik resortu mecenas Rafał Cieślicki powiedział w czasie jednej z rozpraw w sądzie, że choć sprawa jest precedensowa, to "strona przeciwna, do czego ma prawo, trochę wyolbrzymia skutki tego, co się stało". A roszczenia są jego zdaniem "zbyt wygórowane".
i ówczesny ordynator oddziału pediatrycznego szpitala na Niekłańskiej. Przyznali zgodnie, że w czasie, gdy doszło do zamiany dziewczynek, w placówce panował ogromny bałagan. .