Dziennik Gazeta Prawana logo

Sędziowie boją się decyzji

8 kwietnia 2009, 18:57
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Sędziowie nie znają dzieci, o których decydują. Może dlatego na rozprawach bardziej niż dzieckiem martwi się jego tatusiem, który wprawdzie kolejny raz nie stawia się na rozprawę, ale twierdzi, że kocha - mówi szefowa Interwencyjnej Placówki Opiekuńczej dla niemowlaków i noworodków w Otwocku.


Dorota Polańska*: Moim zdaniem to wynika z ostrożności sędziów rodzinnych, którzy podejmują decyzję o całym życiu dziecka. Myślę, że hamuje ich świadomość, że od tej ostatecznej decyzji zależy, czy dzieci zostaną odebrane swoim biologicznym rodzicom, czy nie. To, co teraz mówię, nie dotyczy sądu w Otwocku, z którym pracuje mi się dobrze.


Podam przykład: dziecko ma pół roku, zbliża się rozprawa, na której sąd może zdecydować, czy odebrać matce prawa rodzicielskie. Już wcześniej wiadomo, że kobieta nie odbiera zawiadomień o rozprawie, nie mieszka pod adresem. Sąd jednak czeka cierpliwie na rozprawę, by zauważyć, że matka nie przyszła, i dopiero wtedy zaczyna jej szukać. Problem polega na tym, że sędzia interesuje się sprawą tylko w dniu wokandy. A powinien też w innych dniach. Bo dla tak małego dziecka każdy dzień w placówce opiekuńczej to okaleczenie jego psychiki. Dzieci 4-, 5-miesięczne oddane do rodzin adopcyjnych nie chcą się przytulać. Rodzice chcą je usypiać na rękach, a one płaczą, bo przyzwyczaiły się, że leżą w łóżeczku. A wkrótce po rozprawie dostałam z sądu pismo, żeby... przedstawić postępy półrocznego niemowlęcia w nauce szkolnej.


Oni nie widzą dzieci, o których losach decydują. Widzą ich rodziców, widzą pracowników socjalnych, ale tych dzieci nie. W moim ośrodku są niemowlaki i noworodki porzucone w szpitalu albo zostawione w oknach życia. Ja widzę je na co dzień i czuję napięcie. Gdybym przestała je czuć, podałabym się do dymisji. Sędziemu trudniej żyć problemami dzieci, bo ich nie zna. Może dlatego na rozprawach bardziej niż dzieckiem martwi się jego tatusiem, który wprawdzie kolejny raz nie stawia się na rozprawę, ale twierdzi, że kocha. I potem decyduje, że maluch pójdzie do domu dziecka, a nie do adopcji, bo tatuś może jeszcze się zmieni.

*Dorota Polańska jest szefową Interwencyjnej Placówki Opiekuńczej dla niemowlaków i noworodków w Otwocku

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj