W tragicznym pożarze w Kamieniu Pomorskim W ogniu
zginęła również jej 37-letnia mama. Magdy szuka teraz cała zachodniopomorska policja. Dziewczyna uciekła ze szpitala, po tym jak cudem uratowała się z płonącego budynku-pułapki.
>>>Rząd odbuduje spalony hotel. Gdzie indziej
Policjanci zabrali ją sprzed hotelu o godz. 1.30 w poniedziałek nad ranem. Eskortujący ją
funkcjonariusz zapamiętał dokładnie godzinę. Zostawił dziewczynę na izbie przyjęć szpitala św. Jerzego w Kamieniu Pomorskim.
Mimo upadku z tak dużej wysokości Magda była tylko lekko potłuczona. Narzekała na ból w nodze. W szpitalu panował chaos, karetki jedna po drugiej przywoziły ciężko rannych i poparzonych.
Prawdopodobnie chciała sprawdzić, czy ktoś z jej bliskich przeżył.
>>>Milion od rządu na pomoc ofiarom pożaru
Ze szpitala przy ul. Dziwnowskiej do hotelu na Wolińskiej są dobre dwa kilometry. Łuna ognia, jaką rozgorzało niebo, zaprowadziła dziewczynę z powrotem pod dom. Tam też po raz ostatni
wiedzieli ją świadkowie. Stała w tłumie. - mówi Emilia Staniszewska, ocalała z pożaru mieszkanka hotelu socjalnego.
Na zdjęciu, które trafiło na plakaty w całym mieście, zalotnie
przekręca głowę. Wszyscy w Kamieniu Pomorskim znają już jej twarz, wszyscy jej szukają. "Była wesołą, beztroską nastolatką, ale przywiązaną do rodzeństwa. Poszłaby za nimi
wszędzie" - opowiada Emilia Staniszewska. Znała Magdę, całe jej rodzeństwo i matkę. "Beata gniotła się w jednym socjalnym pokoiku z czwórką dzieci" -
dodaje.
Policja cały dzień przeczesywała wczoraj miasto. "Sprawdzamy wszystkie tropy. Przeszukaliśmy pobliskie wioski, byliśmy u koleżanek dziewczyny i dalszej rodziny. Zaginięcie zgłosił
wujek Magdy, brat zmarłej matki" - tłumaczy aspirant sztabowy Mirosław Bakowicz z Komendy Powiatowej Policji w Kamieniu.
Wszyscy w mieście mają nadzieję, że dziewczyna zmęczona i głodna w końcu zapuka do drzwi kogoś z rodziny. Nikt nie chce brać pod uwagę najczarniejszego scenariusza. "Dosyć już
śmierci. Trzeba walczyć o życie. Rany będą się goić długo, ale - mówią ludzie, którzy przyszli dziś zapalić
znicze na pogorzelisku.
p
: Kilka dni temu, przed świętami. Od czasu tragicznego pożaru nie mamy z nią żadnego kontaktu. Obdzwoniliśmy wszystkie koleżanki, obeszliśmy cały Kamień Pomorski. We
wtorek po południu widział ją pod szpitalem jakiś chłopak. Spłoszyła się i uciekła. To znak, że Magda żyje i pogłoski o tym, że wskoczyła do ognia, by ratować mamę i rodzeństwo, są
nieprawdziwe.
Towarzyską, bardzo rodzinną, zawsze uśmiechniętą. Ale na imprezy czy dyskoteki nie chodziła. Chyba że czasami na urodziny do koleżanki.
Matka sama ich wychowywała, było im ciężko. Dlatego Magda pomagała, jak tylko potrafiła. Zajmowała się dziećmi, gotowała, sprzątała, robiła zakupy. Często zachowywała się jak
dorosła.
Od dwóch lat. Wcześniej z mamą i rodzeństwem mieszkała u babci. Tam, w hotelu, mieli mieć lepsze warunki do życia, a wyszło tak, że jej rodzina zginęła...
*Joanna Prusak jest dziewczyną kuzyna Magdy Skórki. Dziewczyny od dawna się znały i spędzały ze sobą sporo czasu