Dziennik Gazeta Prawana logo

Polak szczęśliwy w rodzinie

14 lipca 2009, 21:23
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Polak szczęśliwy w rodzinie
Inne
Już po raz piąty zostanie ogłoszona Diagnoza Społeczna 2009, czyli największe badanie dotyczące warunków i jakości życia Polaków. Naukowcy spotkali się z ponad 26 tys. naszych rodaków. Pytali, czy są zadowoleni ze swojego życia, pracy i stanu finansów. Chcieli się także dowiedzieć, co ankietowani cenią w życiu najbardziej.

JANUSZ CZAPIŃSKI*: To zupełnie zrozumiałe, że mężczyźni czerpią większą satysfakcję ze związku. Mają zapewnione wszystko, co jest im potrzebne do spokojnego życia. Mężczyzna ma w większości przypadków ugotowane, podane do stołu i wyprane. Co więcej, może sobie pozwolić na luksus posiadania dzieci, bo wie, że ktoś mu je wychowa. I jeszcze, jak będzie potrzebował, to go ktoś przytuli. Czego mu jeszcze potrzeba do szczęścia? Świat należy do niego! Nawet jeżeli kulturowo zmienia się układ ról, to nadal kobieta o wiele bardziej zajmuje się domem, bo niezależnie od kultury nie wymiga się od opieki nad potomstwem. Mężczyzna jest zwolniony z całej masy obowiązków opiekuńczych, które wbrew pozorom są bardzo stresujące.

Oczywiście, że tak. Życie rodzinne jest dla kobiet o wiele bardziej stresujące niż dla ich partnerów. A gdy panie zdecydują się dodatkowo na robienie kariery, lądują w pułapce. Nie mogą się przecież rozdwoić, więc stres jest podwójny. Tym bardziej że państwo nie zapewnia powszechnego dostępu do żłobków i przedszkoli, co jeszcze bardziej, znowu przede wszystkim kobietom, utrudnia życie.

Bo to wiek, w którym najczęściej biorą ślub, a satysfakcja ze związku spada z wiekiem. A ponieważ ewidentnie panowie wchodzą w związek z mniejszą rezerwą do małżeństwa, to można powiedzieć, że z raju wpadają do piekła. A kobiety idą z czyśćca do piekła.

Bo przykładają dużo większą wagę do problemów małżeńskich, bardzo je przeżywają. Małżonkowie robią sobie nawzajem pretensje, ale po płci męskiej wymówki żony spływają jak woda po kaczce.

Im więcej dzieci, tym więcej nerwów i czysto fizycznej pracy, szczególnie dla kobiet. Na mężczyźnie też oczywiście spoczywa obowiązek zapewnienia bytu tej sporej gromadce, ale on tak tego nie odczuwa. Więc choć Polacy deklarują zadowolenie z dzieci, to czym innymi jest doceniać fakt ich posiadania, a zupełnie czym innym ponosić fizyczne i psychiczne koszty ich wychowania.

To nieprawda. Kobiety mają po prostu większe oczekiwania. Mężczyźni są bardziej rzeczowi, im wystarczy, że mają zapewniony spokojny byt. Kobiety mają więcej oczekiwań ze strefy tzw. niepoliczalnej: zależy im na dobrych emocjach, na tym, by je docenić, przynieść kwiaty, powiedzieć komplement. I najczęściej się zawodzą. Bo mężczyźni często uważają, że wywiązują się z podstawowych obowiązków, czyli przynoszenia do domu pieniędzy. Nie rozumieją, że kobieta jeszcze czegoś oczekuje. Kobiety mają więc więcej okazji, by czuć się zawiedzionymi niż ich partnerzy. Ich mniejsze zadowolenie ze związku nie wynika więc ze skłonności do narzekania, tylko z realnej oceny sytuacji.

Bo pary mają mniej okazji do kłótni, a wraz z dziećmi pole konfliktów znacząco się poszerza. Partnerzy miewają bardzo różne wyobrażenia na temat wychowania dziecka, co może wywoływać poważne spory. Na przykład kobiety słyszą zarzuty, że za bardzo rozpieszczają dziecko albo są za mało konsekwentne. Dzieci to również więcej kłopotów finansowych.

Bo rodzice dają kobiecie emocjonalne wsparcie. W razie kłótni z mężem kobieta ma dokąd uciec i szukać pomocy. Rodzice są ratunkiem w kryzysowych sytuacjach małżeńskich. Dla mężczyzny rodzice niekoniecznie muszą stanowić wsparcie, zwłaszcza że często w sporach biorą stronę żony. A w polskiej kulturze to najczęściej panowie swoim zachowaniem naruszają zasady dobrego małżeństwa, to oni częściej nadużywają alkoholu i zdradzają. Jeśli więc mężczyzna na rozsądnych rodziców, może się zdarzyć, że wezmą stronę żony. Ale zasadniczo mieszkanie z teściami czy rodzicami w ogóle nie służy związkom.

Rzeczywiście, gdy się zsumuje liczbę bardzo zadowolonych i zadowolonych, to stanowią 80 proc. wszystkich par. To dowód, że w Polsce instytucja małżeństwa nieźle się trzyma. Ale jest taka prawidłowość psychologiczna, którą dobrze oddaje przysłowie: ”jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”. A w Polsce rozwód jest bardzo niekorzystny, przede wszystkim z powodów finansowych. Badania wyraźnie wykazują, że sytuacja materialna samotnych matek jest nie do pozazdroszczenia. Kobiety mają też więcej kłopotów wychowawczych z dziećmi. To powoduje, że Polacy raczej wolą unikać rozwodów i wymusza większą tolerancję. A także powoduje, że wolimy patrzeć pozytywnie na sytuację, w jakiej jesteśmy.

* Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, kierownik badania Diagnoza Społeczna

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj