W sierpniu 2004 roku, gdy ambasadorem był Ryszard Krystosik, zamachowcy ostrzelali placówkę w Bagdadzie z granatników RPG-7. "Broń wycelowano w okno, za którym siedział pracownik ambasady. Na szczęście pocisk zaczepił o drut, zmienił tor lotu i uderzył nieco powyżej szyby - opowiada DZIENNIKOWI Wiesław Kucharek, wówczas radca polityczny ambasady w Iraku, obecnie pierwszy radca placówki w Pakistanie.

Jak mówi, już wtedy w Bagdadzie zaczęły się regularne ataki i porwania ludzi. Podczas gdy w polskiej strefie wojskowej wokół Diwaniji dochodziło do jednego zamachu raz na trzy miesiące, w Bagdadzie odnotowywano 30 takich dziennie. Po raz kolejny terroryści uderzyli w listopadzie 2004 roku, po pierwszej ewakuacji polsko-irackich rodzin. Ostrzelali budynek ambasady z karabinu maszynowego. Doszło do półgodzinnej wymiany ognia pomiędzy nimi a ochroną. Po interwencji amerykańskiego patrolu zbiegli. Potem zaczęli atakować konwoje. W maju 2005 r. nieznani napastnicy z karabinu maszynowego ostrzelali dwa samochody jadące Irish street, czyli tzw. drogą śmierci, prowadzącą na lotnisko. W jednym z nich był polski attache obrony płk Zbigniew Praszczałek i pracownik ambasady zajmujący się sprawami handlowymi. Kilka miesięcy później na tej samej drodze zaatakowano kolejny konwój. "Ambasador leciał do Polski, odwoziłem go na lotnisko. W drodze powrotnej ostrzelano nas z broni maszynowej. Pocisk przebił szybę w tylnej części samochodu. Słychać było tylko metaliczny odgłos. Ochrona uświadomiła nam, że to zamach. Na szczęście, nikt tam nie siedział" - opowiada Wiesław Kucharek, który jechał jednym z wozów. Jak mówi, bardziej jednak niż ostrzał, zapada w pamięć wybuch bomby.

Po raz pierwszy zamachowcy podłożyli ją w marcu 2006 roku Ulicą Karrada jechał właśnie konwój z jednym pracownikiem ambasady. "Wybuchły dwa samochody, jeden doszczętnie spłonął, zostały same druty. Ludzie byli w szoku, wysłano ich na badania słuchu, ale wszystko skończyło się dobrze" - opowiada DZIENNIKOWI jeden z dyplomatów. "To był zamach taki sam jak późniejszy atak na ambasadora Pietrzyka, tyle że terroryści nikogo nie zabili" - ocenia jeden z funkcjonariuszy BOR.

Z kolei na wiosnę 2007 ostrzelano z karabinów amerykański śmigłowiec Black Hawk lecący z bazy w Al Kut do Bagdadu. Na jego pokładzie był m.in. Waldemar Figaj, dziś pełniący obowiązki ambasadora. We wrześniu zaś samochód z pracownikiem ambasady został przedziurawiony odłamkiem granatu moździerzowego. "Pomimo tylu zamachów nadal są poważne braki w wyposażeniu ochrony" - mówi jeden z rozmówców. "Nie mamy np. jammerów, czyli systemów chroniących przed wybuchem bomb odpalanych radiowo. Już dwa razy w ten sposób je odpalono".

Na zaniedbania nie można sobie pozwolić, bo po przeprowadzce polskich dyplomatów do zielonej strefy, zagrożenie co prawda zmniejszyło się, ale nie zmalało do zera. Już po zamachu na ambasadora Pietrzyka, w listopadzie tego roku, w pobliżu baraków, w których mieszkają nasi dyplomaci, spadło blisko 30 pocisków moździerzowych. Kilka dni temu natomiast konwój z Waldemarem Figajem utknął na pół godziny na blokadzie, bo trzeba było rozbroić samochód pułapkę wypełniony po brzegi ładunkiem wybuchowym.

Zamachowcy tylko zmieniają metody

Sierpień 2004 r. - ostrzał ambasady z granatników RPG-7. Usytuowanie placówki na obszarze zamkniętym np. w zielonej strefie może zminimalizować ryzyko takiego ataku

Listopad 2004 r. - ostrzał ambasady z karabinu maszynowego. Otoczenie placówki wysokimi murami wzmocnionymi blachą może przeciwdziałać skutkom takiego zamachu

Maj 2005 r. - ostrzał konwoju, w którym jechał attache obrony. Przed takim atakiem mogą uchronić dobrze opancerzone samochody, które ambasada musi dokupić

Sierpień 2005 r. - ostrzał konwoju, w którym jechał radca polityczny. Trudno taki ostrzał zaplanować, gdy dyplomaci poruszają się o różnych porach dnia, nie mają rutynowych zajęć

Marzec 2006 r. - wybuch bomby na trasie konwoju. Mogły mu przeciwdziałać systemy zagłuszające bomby odpalane radiowo

Maj 2007 r. - ostrzał z karabinu maszynowego w kierunku śmigłowca z radcą politycznym na pokładzie. Mogą przed nim uchronić lekkie opancerzenie śmigłowca oraz kamizelki kuloodporne. Pilot powinien lecieć na niskim pułapie, bo wtedy szybko znika z pola widzenia

Wrzesień 2007 r. - samochód z pracownikiem ambasady został ostrzelany z moździerza. Przed odłamkami mogą uchronić opancerzone wozy

Październik 2007 r. - wybuch trzech bomb na trasie przejazdu konwoju ambasadora. Mogły mu przeciwdziałać systemy zagłuszające

Listopad 2007 r. - ostrzał w zielonej strefie z pocisków moździerzowych. Atak może osłabić mocna metalowa siatka okalająca budynki

Grudzień 2007 r. - w zielonej strefie podstawiono samochód pułapkę. Wybuchowi może zapobiec systematyczna kontrola wozów