Trener Tysiąclecia cierpiał od lat - pierwsza poważna choroba dopadła go już w 1996 roku, przed wylotem na igrzyska do Atlanty. Perforacja przełyku, potem z powodu długiego leżenia w łóżku niedowład mięśni, wreszcie nowotwór, niewydolność nerek. Na początku maja tego roku znów musiał rozpocząć mecz o najwyższą stawkę.

Wspierała go rodzina. Warszawiacy - syn Dariusz z wnuczką Bereniką. Ateńczycy - córka Urszula z wnukiem Kostasem (to ten, który wzorem dziadka przybrał barwy Panathinaikosu).

Stan pana Kazimierza był bardzo poważny, dostawał dużo krwi i najlepsze leki, także o silnym działaniu przeciwbólowym. Rokowania były od początku złe. Szpitalny kapelan udzielił Górskiemu ostatniego namaszczenia, ale pan Kazimierz się nie poddawał. Po czterech dniach kryzysu odzyskał świadomość.

"Wreszcie olimpijska forma" - powiedział przyjaciołom z widoczną ulgą. Ale też często powtarzał: "Boże, jak boli..."

"Stan taty lekarze określają teraz jako stabilny" - mówił "Faktowi" Dariusz Górski. "Jest przytomny. Nic nie mówi, tylko czasem kiwa głową. Przetoczono mu właściwie całą krew".

I tak przez kolejne długie dni...

Prosty, skromny człowiek, który na zawsze trafił do serc milionów Polaków. "Bo wie pan, ja nigdy nie uciekałem od ludzi..." - mawiał. Dwa miesiące temu Kazimierz Górski obchodził 85. urodziny. I on, i przyjaciele mieli nadzieję, że prezydent Lech Kaczyński uhonoruje go najwyższym polskim odznaczeniem, Orderem Orła Białego. Zabiegały o to tysiące ludzi, czołowi politycy, prymas i naczelny rabin Polski. Górski dostał jednak order niższej rangi i choć publicznie podziękował, jak zwykle oddając zasługi całej polskiej piłce, trudno było uniknąć wrażenia wielkiego rozczarowania. Tylko urzędnicy prezydenckiej kancelarii zdawali się być zadowoleni, odbierając piłki z podpisami Górskiego i zajadając się tartinkami...

Najbliższy przyjaciel i opiekun trenera Józef Baryła powiedział wtedy ze smutkiem: "Jak nie dali Białego Orła Górskiemu, to komu można go jeszcze w tej naszej Polsce dać?

Politycy zawsze poklepywali Górskiego po plecach, ale z zaproszenia na jego 85. urodziny skorzystał tylko jeden - Leszek Miller. Były premier to jedyny człowiek z kręgów władzy, który losem trenera autentycznie się przejął. Przed paru laty przyznał mu dożywotnią rentę specjalną - 1500 zł brutto. Wcześniej Górski żył z tysiączłotowej renty wojskowej, ale wyżywić musiał z niej niepracującą żonę Marię (86 l., zmarła przed rokiem) oraz dzieci, jak wiele osób w Polsce dotknięte bezrobociem.

Kazimierz Górski miał mocny charakter i niespożyte siły. Pokonał już niejedną ciężką chorobę. Przed rokiem umierający Jan Paweł II przysłał mu osobisty list, w którym modlił się o łaskę zdrowia dla trenera...
Bo Górski nigdy się nie poddawał. To niezwykły człowiek, któremu już przed laty dodano do nazwiska najwłaściwszy przydomek - Kazimierz Wielki.

W kwietniu Kazimierz Górski odebrał nawet kolejną nagrodę w swojej pięknej karierze - telewizyjnego Super Wiktora. Ale na galę w warszawskim Teatrze Narodowym już nie był w stanie przybyć...