Barbara Ś. niczym się nie przejmuje. Żyje tak, jakby nic się nie stało. Ale to ona wydała skandaliczną opinię, że pielęgniarki - potwory, które wyciągały bezbronne noworodki z inkubatorów, nie zaszkodziły dzieciaczkom. Poza tym ma na sumieniu nie tylko te biedne wcześniaki... Więcej w dzisiejszym numerze "Faktu".
Pani doktor miło spędza czas w swojej willi we Wrocławiu. Wczoraj wyjechała w góry, na sympozjum do Karpacza. To z jej nazwiskiem jednak wiążą się tragiczne
wspomnienia. Biegła sądowa stanęła bowiem po stronie bezdusznych pielęgniarek, które robiły sobie zdjęcia z wcześniakami. Jej zdaniem siostry potwory nie zaszkodziły maleńkim
noworodkom.
To nie pierwszy przypadek, kiedy Barbara Ś. wydaje taką kontrowersyjną opinię. W 1999 roku 25-letni mężczyzna miał wypadek samochodowy. Leżał w szpitalu w Oławie trzy dni. "W tym czasie nie zrobiono mu żadnych badań, które wykazałyby obrażenia wewnętrzne" - opowiada ze łzami w oczach jego matka. Po trzech dniach wypuszczono go do domu, choć nie mógł chodzić i skarżył się na bóle w plecach. Do domu rodzice przywieźli go na łózku inwalidzkim. Ale chłopak zemdlał na klatce schodowej i zmarł.
Okazało się, że chłopak miał pękniętą aortę i złamany mostek, ale lekarze tego nie zauważyli! Rodzice chłopaka złożyli na nich zawiadomienie do prokuratury. Opinię w tej sprawie napisała Barbara Ś i oczywiście stanęła po stronie medyków! Jej zdaniem diagnoza i leczenie były prawidłowe! Powołał się nawet na badania, których nie było. Dzięki niej sąd umorzył sprawę.
To nie pierwszy przypadek, kiedy Barbara Ś. wydaje taką kontrowersyjną opinię. W 1999 roku 25-letni mężczyzna miał wypadek samochodowy. Leżał w szpitalu w Oławie trzy dni. "W tym czasie nie zrobiono mu żadnych badań, które wykazałyby obrażenia wewnętrzne" - opowiada ze łzami w oczach jego matka. Po trzech dniach wypuszczono go do domu, choć nie mógł chodzić i skarżył się na bóle w plecach. Do domu rodzice przywieźli go na łózku inwalidzkim. Ale chłopak zemdlał na klatce schodowej i zmarł.
Okazało się, że chłopak miał pękniętą aortę i złamany mostek, ale lekarze tego nie zauważyli! Rodzice chłopaka złożyli na nich zawiadomienie do prokuratury. Opinię w tej sprawie napisała Barbara Ś i oczywiście stanęła po stronie medyków! Jej zdaniem diagnoza i leczenie były prawidłowe! Powołał się nawet na badania, których nie było. Dzięki niej sąd umorzył sprawę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl