Od rana oczy całej Polski skierowane były na Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu. Zakończyła się tam operacja małej Martynki Żukowskiej. To pierwszy w Polsce zabieg rekonstrukcji twarzy. Mimo że niesamowicie trudny, to wszystko zakończyło się szczęśliwie!
Operacja trwała krócej, niż sądzili lekarze. "Wszystko przebiegło bez żadnych kłopotów. To co zostało zaplanowane, zostało zrobione. Lekarze są zachwyceni, że
tak szybko poszło" - mówi uszczęśliwiona mama Martynki.
Dziewczynka zniosła zabieg bardzo dobrze, nie było żadnych trudności. Zostanie jednak jeszcze do 10 dni w szpitalu. "Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że już jest po operacji i wszystko skończyło się dobrze. Teraz chcemy tylko zobaczyć córeczkę" - dodają rodzice.
Ta operacja była jedną z najtrudniejszych w chirurgii plastycznej! Do tej pory na świecie przeprowadzono zaledwie kilkadziesiąt takich zabiegów. Lekarze musieli wyciągnąć twarz Martynki do przodu, a powstałą przerwę wypełnić tytanowym rusztowaniem. Dziewczynka będzie je nosiła jeszcze przez trzy miesiące.
Martynka musiała czekać na ten moment aż osiem lat! Gdy skończyła roczek, przeszła pierwszą operację w Warszawie. Jedyną, bo lekarze nie chcieli podjąć się kolejnych. Dopiero trzy lata temu państwo Żukowscy dowiedzieli się, że krakowski Szpital Dziecięcy może skontaktować ich z amerykańskimi specjalistami. Musieli na to jednak czekać kolejne dwa lata. Udało się w tym roku. Operację prowadzi prof. Scott Bartlett z filadelfijskiego Szpitala Dziecięcego, specjalista od dziecięcej chirurgii plastycznej.
Zespół Aperta, na który cierpi dziewczynka, to straszna choroba. Martynka ma zniekształconą czaszkę, cofniętą szczękę i gruby nos. Wszystko przez to, że rozrasta się mózg, ale nie czaszka. Dziecko ma też zrośnięte paluszki. Mimo tak poważnej choroby Martynka jest niesamowicie pogodna. "Lubi chodzić do szkoły. Staraliśmy się, by przebywała jak najwięcej z innymi dziećmi. Jej koledzy rozumieją, co jest Martynce. Bardzo jej pomagają" - mówi mama dziewięciolatki.
Dziewczynka zniosła zabieg bardzo dobrze, nie było żadnych trudności. Zostanie jednak jeszcze do 10 dni w szpitalu. "Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że już jest po operacji i wszystko skończyło się dobrze. Teraz chcemy tylko zobaczyć córeczkę" - dodają rodzice.
Ta operacja była jedną z najtrudniejszych w chirurgii plastycznej! Do tej pory na świecie przeprowadzono zaledwie kilkadziesiąt takich zabiegów. Lekarze musieli wyciągnąć twarz Martynki do przodu, a powstałą przerwę wypełnić tytanowym rusztowaniem. Dziewczynka będzie je nosiła jeszcze przez trzy miesiące.
Martynka musiała czekać na ten moment aż osiem lat! Gdy skończyła roczek, przeszła pierwszą operację w Warszawie. Jedyną, bo lekarze nie chcieli podjąć się kolejnych. Dopiero trzy lata temu państwo Żukowscy dowiedzieli się, że krakowski Szpital Dziecięcy może skontaktować ich z amerykańskimi specjalistami. Musieli na to jednak czekać kolejne dwa lata. Udało się w tym roku. Operację prowadzi prof. Scott Bartlett z filadelfijskiego Szpitala Dziecięcego, specjalista od dziecięcej chirurgii plastycznej.
Zespół Aperta, na który cierpi dziewczynka, to straszna choroba. Martynka ma zniekształconą czaszkę, cofniętą szczękę i gruby nos. Wszystko przez to, że rozrasta się mózg, ale nie czaszka. Dziecko ma też zrośnięte paluszki. Mimo tak poważnej choroby Martynka jest niesamowicie pogodna. "Lubi chodzić do szkoły. Staraliśmy się, by przebywała jak najwięcej z innymi dziećmi. Jej koledzy rozumieją, co jest Martynce. Bardzo jej pomagają" - mówi mama dziewięciolatki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz