Wychodzi na to, że 83-letnia bestia, która w czasie II wojny światowej katowała ludzi w Auschwitz-Birkenau, jest ofiarą! Bo po tym jak się "zasłużył" w Auschwitz-Birkenau, trafił na front. I tam biedaczyna stracił oko.

Tylko jak się ma jego tragedia do koszmaru jaki zafundował więźniom Oświęcimia? Raz już potwierdzono, że nijak. Stracił rentę, ale odwołał się do sądu. No i właśnie wygrał proces o przywrócenie mu tej comiesięcznej wypłaty. Zgodnie z prawem jest ofiarą wojny.

Jak mogło dojść do tego absurdu? Otóż sędziowie uznali, że biedak wprawdzie złamał podstawowe zasady humanitarne, ale wcale tego nie chciał. Działał pod przymusem dowódców, więc trzeba mu raczej współczuć.

Ale współczuć to trzeba sądowi! Panowie w togach zapomnieli, że to do Wermachtu wcielano siłą. Do SS szło się na ochotnika!