Atakuje znienacka. Zabija w kilka godzin! Zdrowy rano człowiek, po południu umiera. Jej wyleczenie zdarza się niespotykanie rzadko. To bezwzględny zabójca. Noworodki, które zmarły na sepsę w warszawskim szpitalu Dzieciątka Jezus nie miały szans!
Zaczyna się jak grypa. Najpierw jest lekka gorączka, po chwili zaczynają się dreszcze. Mimo że leżymy, serce wali, jakbyśmy przebiegli kilka kilometrów. Pocimy
się. Po jakimś czasie zaczyna swędzieć skóra. Nie goją się skaleczenia. Na całym ciele pojawiają się krwawe wybroczyny. W osłabionym organizmie uaktywniają się niespodziewanie mikroby,
które osłabiają pracę serca, nerek. Z czasem zarażone są wszystkie narządy wewnętrzne, bo zabójcy - bakterie gronkowca złocistego lub paciorkowca żyjące na skórze - wędrują razem z
krwią.
Gdy sepsa, zwana też posocznicą, zaatakuje, reakcja musi być błyskawiczna. Lekarze muszą natychmiast podać mocne antybiotyki. A później czekać na efekty. Zwykle na cud...
Gdy sepsa, zwana też posocznicą, zaatakuje, reakcja musi być błyskawiczna. Lekarze muszą natychmiast podać mocne antybiotyki. A później czekać na efekty. Zwykle na cud...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl