"Mój mąż okradł kolegów z reprezentacji Kazimierza Górskiego na mistrzostwach świata w 1974 roku" - ujawnia niechlubną przeszłość Roberta Gadochy jego żona. Cwany piłkarz wziął od Argentyńczyków 18 tys. dolarów łapówki za wygranie meczu z Włochami. "Nigdy nie podam ręki temu złodziejowi" - grzmi w "Fakcie" wściekły Jan Tomaszewski, były bramkarz reprezentacji.
Gdy Robert Gadocha dostał łapówkę, panicznie bał się, żeby koledzy jej nie znaleźli. Dlatego od razu przekazał forsę żonie na tajnym spacerze. "Tylko nie mów
nic chłopakom, bez przerwy powtarzał" - wspomina w "Fakcie" jego była żona Irena. Nieświadoma, skąd pochodzą pieniądze, zgodnie ze wskazówkami męża przesłała je na podany adres.
Reprezentacja Kazimierza Górskiego wygrała na mundialu w 1974 roku dwa pierwsze mecze w grupie: 3:2 z Argentyną i 7:0 z Haiti. Ostatnie spotkanie z Włochami nie miało większego znaczenia, bo awans Polacy mieli już w kieszeni.
Jednak Argentyńczykom zależało, by Włosi przegrali, bo dzięki temu zostaliby na mistrzostwach. Żeby zmotywować Polaków do zwycięstwa, zrobili zrzutkę w szatni. Uzbierane 18 tysięcy dolarów przejął w imieniu polskich piłkarzy Gadocha. I zawinął całą forsę dla siebie. "Miał szczęście, że prawda o tej kasie nie wyszła na jaw, gdy jeszcze był w kadrze" - mówi rozwścieczony Tomaszewski. "Gdybyśmy się dowiedzieli, że tak bezczelnie nas okradł, to nie ręczę, co byśmy z nim w szatni zrobili".
W końcu jednak piłkarze poznali się na oszuście. Po latach znów okradał kolegów z boiska. Płacił im za organizowane przez siebie imprezy mniej niż wykazywał w PIT-ach. Różnica oczywiście lądowała w jego kieszeni. Za machlojki został wyrzucony z Orłów Górskiego.
Reprezentacja Kazimierza Górskiego wygrała na mundialu w 1974 roku dwa pierwsze mecze w grupie: 3:2 z Argentyną i 7:0 z Haiti. Ostatnie spotkanie z Włochami nie miało większego znaczenia, bo awans Polacy mieli już w kieszeni.
Jednak Argentyńczykom zależało, by Włosi przegrali, bo dzięki temu zostaliby na mistrzostwach. Żeby zmotywować Polaków do zwycięstwa, zrobili zrzutkę w szatni. Uzbierane 18 tysięcy dolarów przejął w imieniu polskich piłkarzy Gadocha. I zawinął całą forsę dla siebie. "Miał szczęście, że prawda o tej kasie nie wyszła na jaw, gdy jeszcze był w kadrze" - mówi rozwścieczony Tomaszewski. "Gdybyśmy się dowiedzieli, że tak bezczelnie nas okradł, to nie ręczę, co byśmy z nim w szatni zrobili".
W końcu jednak piłkarze poznali się na oszuście. Po latach znów okradał kolegów z boiska. Płacił im za organizowane przez siebie imprezy mniej niż wykazywał w PIT-ach. Różnica oczywiście lądowała w jego kieszeni. Za machlojki został wyrzucony z Orłów Górskiego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|