Myśleli, że ukradł komórkę i wysłali za nim list gończy. Patrol złapał go na ulicy i odstawił na komisariat. Tam pilnowała go tylko młoda dziewczyna. Dwudziestoletni bandzior miał ręce skute z przodu, więc łatwo mu było powalić policjantkę na ziemię i uciec z budynku. Szukano go cały dzień. Wpadł, gdy z porcją marihuany przechadzał się w centrum Kielc.

Dwa elementy tej historii biją w oczy. Zaniedbanie po stronie policji i brak refleksji, niestety też u policji. Kto przy zdrowych zmysłach zapina bandycie kajdanki z przodu? I jeszcze ta młoda policjantka. Podobno miała cztery lata doświadczenia. Nawet gdyby miała osiem, to drobna kobieta nie powstrzyma napakowanego byczka.