Mowa o pracownikach Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Luksusy medyczne, jakie mają do swojej dyspozycji, mogą przyprawić o zawrót głowy! Oczywiście nie płacą za to sami. Więc kto? My wszyscy. I to niemało. Rocznie... 2 miliony złotych!
A co mają zwykli Polacy? Kilometrowe kolejki do gabinetów, miesiące oczekiwania, a do tego stary, zużyty sprzęt i fatalne warunki leczenia. "Jest źle, ale my, zwyczajni ludzie, to musimy się cieszyć, że w ogóle możemy się leczyć" - mówi 67-letni Henryk Miśkiewicz, który regularnie musi chodzić na rehabilitację po wylewie.
A urzędnicy ARiMR? Wystarczy, że zaboli ich głowa. Jeden telefon i już mogą się zbierać do lekarza. Choć jedna wizyta w klinice agencji kosztuje 80-150 zł, urzędnicy mają to wszystko za darmo. A do tego nie chcą się ze swojej rozrzutności tłumaczyć. "Mam inne, ważniejsze sprawy na głowie" - mówi "Faktowi" zdenerwowany były prezes agencji Wojciech Pomajda.