Zerwane linie energetyczne i połamane drzewa - to bilans czwartkowych wichur na Podlasiu i Mazurach. Synoptycy ostrzegają: to jeszcze nie koniec. Wiać będzie przynajmniej do piątkowego południa.
Niedaleko Białegostoku złamane drzewo zwaliło się na samochód. Na jeziorze pod Augustowem silny wicher przewrócił żaglówkę. Płynęła nią kobieta z dzieckiem. Na szczęście nic im się nie stało.
Hurganowe podmuchy nie ominęły również Polski centralnej. W Warszawie złamana topola przygniotła kilka samochodów w centrum. Nikt nie ucierpiał.
Energetycy przez cały dzień usuwali awarie linii. Po południu na Mazurach i Podlasiu bez prądu było 30 tysięcy domów, wieczorem już tylko 13 tysięcy. Specjaliści będą pracować przez całą noc. Ale skończą dopiero w piątek, o ile wiatr nie narobi więcej kłopotów.
Bo prognozy nie są obiecujące. Wichury w północo-wschodniej Polsce będą szaleć także w piątek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl